{"id":949,"date":"2016-04-27T10:26:08","date_gmt":"2016-04-27T08:26:08","guid":{"rendered":"http:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/?p=949"},"modified":"2016-04-27T10:43:25","modified_gmt":"2016-04-27T08:43:25","slug":"pamietnik-sluzby-wojskowej-erazma-rozwadowskiego-1825-1831","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/pamietnik-sluzby-wojskowej-erazma-rozwadowskiego-1825-1831\/","title":{"rendered":"Pami\u0119tnik s\u0142u\u017cby wojskowej Erazma Rozwadowskiego 1825 \u2013 1831"},"content":{"rendered":"<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"wp-image-951 alignleft\" src=\"http:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-content\/uploads\/2016\/04\/Erazm.jpg\" alt=\"Erazm\" width=\"243\" height=\"375\" \/>Opracowany przez pra-pra- wnuka Erazma \u2013 (te\u017c Erazma Rozwadowskiego, urodz. w r. 1930) &#8211; na podstawie r\u0119kopisu znajduj\u0105cego si\u0119 w zbiorach Ossolineum we Wroc\u0142awiu (patrz \u201epapiery Rozwadowskich\u201d \u2013 zdeponowane w Ossolineum w r. 1939 we Lwowie \u2013 nr inwentarza 7976, nr mikrofilmu 2126). <strong>Uwaga: w kilku miejscach pami\u0119tnika wykropkowa\u0142em Fragment nieczytelnego tekstu r\u0119kopisu!<\/strong><\/p>\n<p><em>Erazm Marcjan Rozwadowski urodzony w r. 1807 jako 4-ty syn pu\u0142kownika Kazimierza Rozwadowskiego, organizatora i dow\u00f3dcy 8-go pu\u0142ku u\u0142an\u00f3w, wielce zas\u0142u\u017conego w kampanii Ko\u015bciuszki, jak i w wojnach 1812-1815. Wszyscy czterej synowie Kazimierza walczyli o niepodleg\u0142o\u015b\u0107 Polski, czy to (jak Antoni) w Kampanii Napoleo\u0144skiej, czy to jak Antoni, Wiktor Leander, Wincenty i Erazm \u2013 w Powstaniu Listopadowym.<\/em><\/p>\n<p><em>Warto tu wspomnie\u0107, \u017ce wnukowie pu\u0142kownika Kazimierza zn\u00f3w walczyli o odzyskanie niepodleg\u0142o\u015bci Polski \u2013 w Powstaniu Styczniowym (zgin\u0105\u0142 tam 19-letni Tadeusz, syn Wiktora Leandra), jak i podczas I Wojny \u015awiatowej, i po niej, gdy zwie\u0144czeniem tych pi\u0119knych tradycji rodzinnych by\u0142 Genera\u0142 Tadeusz Rozwadowski, szef Sztabu Wojska Polskiego podczas zwyci\u0119skiej wojny z bolszewikami w roku 1920\u2026\u00a0\u00a0 A podczas II Wojny \u015awiatowej \u2013 zn\u00f3w prawnukowie pu\u0142kownika Kazimierza stan\u0119li w obronie niepodleg\u0142o\u015bci Rzeczpospolitej.. Walczyli zar\u00f3wno w roku 1939 w kampanii obronnej, jak i w latach p\u00f3\u017aniejszych \u2013 w szeregach armii polskiej na zachodzie \u2013 pod dow\u00f3dztwem genera\u0142\u00f3w Andersa i Maczka.. Kilku z nich odda\u0142o w tych walkach \u017cycie.. O udziale Jordan Rozwadowskich w walkach o niepodleg\u0142o\u015b\u0107 Polski niech \u015bwiadczy 15 Krzy\u017cy Virtuti Militari&#8230;<\/em><\/p>\n<p><em>A w latach wcze\u015bniejszych \u2013 w wiekach XV \u2013 do XVII przodkowie ich zawsze \u201estawali w szeregu\u201d by broni\u0107 ojczyzny, zar\u00f3wno przed Tatarami, jak i Turkami (udokumentowany udzia\u0142 Rozwadowskich w bitwie pod Wiedniem, ich herby widniej\u0105 na sklepieniu kaplicy na Kahlenbergu).. Udokumentowany jest te\u017c udzia\u0142 Rozwadowskich w walkach z kozakami \u2013 pod dow\u00f3dztwem ksi\u0119cia Jeremiego Wi\u015bniowieckiego..<\/em><\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>Wyjazd do s\u0142u\u017cby wojskowej<\/strong><\/p>\n<p>Sko\u0144czywszy 1-szy rok filozofii u Jezuit\u00f3w w Tarnopolu, po pierwszym kursie fizyki, w pocz\u0105tkach maja 1825, w 18-tym roku \u017cycia mego, maj\u0105c ci\u0105gle ochot\u0119 by\u0107 polskim \u017co\u0142nierzem, a por\u00f3\u017cniwszy si\u0119 z Jezuitami, b\u0142aga\u0142em o to Rodzic\u00f3w moich , natenczas w Ro\u017cyskach mieszkaj\u0105cych. Wiedzia\u0142em, \u017ce Ojciec m\u00f3j pochwali i przystanie na moj\u0105 pro\u015bb\u0119, a maj\u0105c jeszcze koleg\u00f3w swoich wojskowych w Warszawie, u\u0142atwi mi wp\u0142ywem swoim awans, a Matka, kochaj\u0105ca mnie bardzo, da si\u0119 uprosi\u0107, bo nauki trudno mi sz\u0142y, zosta\u0142bym wi\u0119c pr\u00f3\u017cniakiem i paniczem na wsi. Zabrano mnie zatem ze szk\u00f3\u0142 do domu i postanowiono odwie\u017a\u0107 zaraz do Warszawy.<\/p>\n<p>Ojciec m\u00f3j co roku je\u017adzi\u0142 do Polski po swoj\u0105 emerytur\u0119, kt\u00f3r\u0105 po wyj\u015bciu z wojska pobiera\u0142 do ko\u0144ca \u017cycia swego w Hrubieszowskiej Kasie, niedaleko od granicy. Mia\u0142 paszport i zabra\u0142 mnie z sob\u0105, z ch\u0142opcem z Ro\u017cysk i z moim koniem wierzchowym, zwanym Tr\u0119baczem, abym s\u0142u\u017cy\u0142 na nim w wojsku.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>Przyj\u0119cie do pu\u0142ku Gwardii Strzelc\u00f3w Konnych<\/strong><\/p>\n<p>Tak jechali\u015bmy do Warszawy na Krasnystaw miasto, gdzie spotkali\u015bmy si\u0119 z Genera\u0142em, wtedy jeszcze pu\u0142kownikiem 2-go pu\u0142ku u\u0142an\u00f3w, Dwernickim, kt\u00f3ry, z przyja\u017ani dla Ojca mego, obiecywa\u0142 mi w swoim pu\u0142ku protekcj\u0119 i pr\u0119dki awans, byleby mnie umie\u015bci\u0142 Ojciec w tym pu\u0142ku. Nie wiem dlaczego Ojciec zawi\u00f3z\u0142 mnie dalej do Warszawy i tam, po naradzie z Genera\u0142em Wincentym Krasi\u0144skim i Genera\u0142em Ro\u017cnieckim, wpisa\u0142 mnie na kadeta do pu\u0142ku Gwardii Kr\u00f3lewskiej Konnej Strzelc\u00f3w pod dow\u00f3dztwem Genera\u0142a Kurnatowskiego zostaj\u0105cego ci\u0105gle w Warszawie. \u2013 Mundur zielony, obszlegi [1] kanarkowe czyli \u017c\u00f3\u0142te, kaszkiety okr\u0105g\u0142e i nie tak ozdobne jak u\u0142a\u0144skie, co mi si\u0119 nie podoba\u0142o. Taka by\u0142a wola Ojca. Zosta\u0142em zarekomendowany Genera\u0142owi Wincentemu Krasi\u0144skiemu, jako koledze Ojca. Adiutant Krasi\u0144skiego, bez r\u0119ki Wyle\u017cy\u0144ski, wzi\u0105\u0142 mnie ze sob\u0105 na pokoje W. Ksi\u0119cia Konstantego do Belwederu, potem przez Ksi\u0119cia zamieszka\u0142ego i pomi\u0119dzy innymi kaza\u0142 czeka\u0107 w szeregu na przybycie Ksi\u0119cia Konstantego. Gdy si\u0119 do mnie zbli\u017ca\u0142 Ksi\u0105\u017c\u0119, adiutant zameldowa\u0142 ochotnika z Galicji do wojska polskiego, naturalnie kaza\u0142 mnie przyj\u0105\u0107 i do Gwardii Strzelc\u00f3w Konnych zapisa\u0107. Po powrocie stamt\u0105d poszed\u0142em z Ojcem do Dow\u00f3dcy pu\u0142ku i tam ju\u017c zosta\u0142em \u017co\u0142nierzem.<\/p>\n<p>Obyczaj by\u0142 w tym pu\u0142ku, \u017ce kto chcia\u0142 zosta\u0107 kadetem, niby co\u015b lepszego od prostego wzi\u0119tego do wojska, musia\u0142 da\u0107 50 #, albo konia w\u0142asnego na w\u0142asno\u015b\u0107 pu\u0142ku odda\u0107, a \u017ce w wojsku pod Konstantym kawaleria mia\u0142a pod\u0142ug obszleg\u00f3w konie jednej ma\u015bci, a m\u00f3j Tr\u0119bacz by\u0142 gniady, musieli\u015bmy go sprzeda\u0107 i zap\u0142aci\u0107 50# dow\u00f3dcy pu\u0142ku Kurnatowskiemu, gdy\u017c Gwardia mia\u0142a kasztanowate konie. Utrzymanie w\u0142asne, na umundurowanie pieni\u0105dze wyp\u0142aci\u0107, bo cienkich nie wolno mundur\u00f3w nosi\u0107, tylko sukno z magazynu pu\u0142kowego wzi\u0105\u0107, po zap\u0142aceniu kazano mi p\u00f3j\u015b\u0107 do szwalni pu\u0142ku, czyli krawc\u00f3w wojskowych, aby mi dopasowali mundur do budowy cia\u0142a. Kazano na stole stan\u0105\u0107, tam przyfastrygowali i poznaczyli na ca\u0142ym ciele przystaj\u0105cy mundur, a za kilka dni mia\u0142em przyj\u015b\u0107, ubra\u0107 si\u0119 i odjecha\u0107 do fortecy Modlin, gdzie rezerwa piesza i rekruci tego pu\u0142ku wyuczaj\u0105 si\u0119 nim zaczn\u0105 pe\u0142ni\u0107 s\u0142u\u017cb\u0119 na koniach w garnizonie Warszawy. Dotychczas znosi\u0142em wszystko w nadziei pokazania si\u0119 na mie\u015bcie w mundurze Gwardii i przy pa\u0142aszu, ale gdy min\u0105\u0142 czas i kazano do Modlina odje\u017cd\u017ca\u0107, to mi si\u0119 nie podoba\u0142o, ale \u017ce jeszcze z Ojcem mia\u0142em jecha\u0107, jako\u015b to posz\u0142o.<\/p>\n<p>[1] Obszlegi = wy\u0142ogi<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>Wyszkolenie w Modlinie<\/strong><\/p>\n<p>Uzbrojony ju\u017c i umundurowany kompletnie, wzi\u0105wszy rozkaz z pu\u0142ku na przyj\u0119cie mnie do Modlina, pojechali\u015bmy na miejsce. Ch\u0142opiec m\u00f3j, kt\u00f3ry konia przyprowadzi\u0142 z Ro\u017cysk, mia\u0142 zosta\u0107 ze mn\u0105 &#8211; cho\u0107 jednego swego widzie\u0107 przy sobie, to bardzo przyjemnie. Zajechali\u015bmy do fortecy \u2013 pusty rynek zape\u0142niony wi\u0119\u017aniami pracuj\u0105cymi w kajdanach, niemi\u0142e wra\u017cenie zrobi\u0142 na mnie. Poszli\u015bmy do Kapitana Oborskiego komendanta rezerwy tego\u017c pu\u0142ku i tam ju\u017c roz\u0142\u0105czy\u0142em si\u0119 z Ojcem. Mnie odprowadzono do koszar mi\u0119dzy \u017co\u0142nierzy, a Ojciec za wa\u0142ami do ober\u017cy lichej zajecha\u0142 na noc. Dzia\u0142o si\u0119 to w miesi\u0105cu czerwcu 1825. Ulokowano mnie w stancji wachmistrza Brusenki, razem z nim tylko, pod \u015bcian\u0105, na osobnej pryczy czyli tapczanie. Z ch\u0142opcem nie wiedzia\u0142em co robi\u0107, by\u0142em w k\u0142opocie, a \u017cal mi by\u0142o rozsta\u0107 si\u0119 z nim &#8211; czego potem \u017ca\u0142owa\u0142em. Pierwszy wst\u0119p do koszar mi\u0119dzy \u017co\u0142nierzy jest bardzo przykry, bo pro\u015bci kpi\u0105 sobie z kadeta i pr\u00f3buj\u0105 wystawi\u0107 go na po\u015bmiewisko, co strasznie przykre.<\/p>\n<p>Tak przenocowawszy, rano prosi\u0142em si\u0119 do Ojca. Kazano mi pa\u0142asz przypi\u0105\u0107, porz\u0105dnie si\u0119 ubra\u0107 i zameldowa\u0107 si\u0119 do Kapitana o urlop, co naturalnie wszystko nie sz\u0142o, bo zamiast formy ci\u0105gle k\u0142ania\u0142em si\u0119 po cywilnemu \u2013 poczciwy Kapitan Oborski, u\u015bmiechn\u0105wszy si\u0119, pozwoli\u0142 p\u00f3j\u015b\u0107 do Ojca za most fortecy, dawszy mi przepustk\u0119 na pi\u015bmie. Widocznym by\u0142o, \u017ce oczy na mnie zwraca\u0142y si\u0119 wszystkich, musia\u0142em przeby\u0107 szko\u0142\u0119 cierpliwo\u015bci. Ojciec wybiera\u0142 si\u0119 ju\u017c w podr\u00f3\u017c do domu, ja zosta\u0142em kr\u00f3tko bardzo ostrzy\u017cony przez \u017co\u0142nierza, pod\u0142ug przepisu, do palc\u00f3w,- widzia\u0142em, \u017ce Ojciec rad by ju\u017c przeby\u0107 akt rozstania si\u0119, odprowadzi\u0142 mnie do Kapitana, potem prosi\u0142 abym go odprowadzi\u0142 i odjechali\u015bmy za Modlin do lasku, gdzie najserdeczniej u\u015bciskawszy mnie, pob\u0142ogos\u0142awi\u0142 i pojecha\u0142. Pami\u0119tam to miejsce, sosn\u0119 naznaczy\u0142em, za Zakroczymiem, tak si\u0119 nazywa\u0142a wie\u015b, w kt\u00f3rej by\u0142a austeria (karczma), w ko\u015bciele pomodlili\u015bmy si\u0119 pierwej, w mundurze p\u0142aka\u0107 wstydzi\u0142em si\u0119, ale to nie pomog\u0142o, musia\u0142em \u0142zy ociera\u0107 w sekrecie.<\/p>\n<p>Wr\u00f3ciwszy do koszar uczu\u0142em stan m\u00f3j samotny bez opieki, sobie zestawiony, a tu nie wolno i nie by\u0142o przed kim si\u0119 \u017cali\u0107. Ja mia\u0142em wikt z wachmistrzem osobny, dosy\u0107 zno\u015bny, ale z ch\u0142opcem k\u0142opot wielki, musia\u0142em mu dawa\u0107 strawne co dzie\u0144, sk\u0105d nast\u0105pi\u0142o, \u017ce rozlampartowa\u0142 si\u0119.<\/p>\n<p>Drugiego dnia kazano mi ubra\u0107 si\u0119 z fura\u017cerk\u0105 na g\u0142owie i podoficer przyszed\u0142 mnie musztrowa\u0107 w stancji. Tak ca\u0142y tydzie\u0144 uczono mnie w pokoju obrot\u00f3w pieszych, a potem dobywania i chowania pa\u0142asza, co mi tak\u017ce przykrym by\u0142o, gdy \u017co\u0142nierz bra\u0142 mnie za r\u0119k\u0119 i nog\u0119 prostowa\u0142. Potem wyprowadzono mnie na dziedziniec do szeregu mi\u0119dzy rekrut\u00f3w i uczono maszerowa\u0107.<\/p>\n<p>Do tygodnia kazano mi ubra\u0107 si\u0119 w ca\u0142\u0105 parad\u0119, przypi\u0119to mi pa\u0142asz, dano lederwerki, to s\u0105 pasy dwa \u2013 do karabinka jeden, a do \u0142adunk\u00f3w drugi. Karabinek kr\u00f3tki, ale do\u015b\u0107 ci\u0119\u017cki \u2013 ten wisia\u0142 po prawej stronie na plecach. Tak uzbrojony zameldowa\u0142em si\u0119 Kapitanowi po 14 dniach musztry.<\/p>\n<p>W kilka dni zarekomendowano mnie na odwach do robienia warty pieszej i postawiono na szyldwach dwie godziny przed odwachem z dobytym pa\u0142aszem. Stan\u0105wszy przedtem w szeregu niemi\u0142e szemranie us\u0142ysza\u0142em od \u017co\u0142nierzy i podoficer\u00f3w \u201ewyfruczyjemy (??), niech mundur obleje, nie zna s\u0142u\u017cby, postawi\u0107 go na szyldwach o p\u00f3\u0142nocy ko\u0142o Prochowni\u201d potem zaci\u0105gn\u0105wszy na odwach g\u0142\u00f3wny pozasiadali na \u0142awki, aby dla mnie miejsca nie by\u0142o, gdym chcia\u0142 usi\u0105\u015b\u0107 odpowiadali \u201enie ma miejsca dla ciebie\u201d wkup si\u0119 na \u017co\u0142nierza, a zapytani czego \u017c\u0105daj\u0105, odpowiedzieli fundy, ale jakiej chcecie? Stan\u0119\u0142o na 5 z\u0142p. Pos\u0142ali po w\u00f3dk\u0119, piwo, kie\u0142baski, ser i bu\u0142ki. To wszystko wypito i zjedzono, czym podoficer od warty trudni\u0142 si\u0119, pos\u0142ali po tyto\u0144 i ju\u017c nazywali mnie koleg\u0105. Ju\u017c p\u00f3\u017aniej nie mia\u0142em \u017cadnej nieprzyjemno\u015bci.<\/p>\n<p>Po 6 miesi\u0105cach praktyki s\u0142u\u017cby w Modlinie pozwolono mi w styczniu na przyszycie do ko\u0142nierza galonk\u00f3w srebrnych, co si\u0119 podoficerom nale\u017ca\u0142o, przed kt\u00f3rymi \u017co\u0142nierz salutowa\u0107 musia\u0142. Znaczy\u0142o to rang\u0119 podoficera honorowego bez \u017co\u0142du, gdy\u017c zawsze p\u0142acono miesi\u0119cznie 17 z\u0142p \u017co\u0142nierzowi Gwardii. To by\u0142o wielkie moje szcz\u0119\u015bcie, \u017ce ju\u017c na szyldwachu nie stawa\u0142em i jaki\u015b respekt u \u017co\u0142nierzy mia\u0142em.<\/p>\n<p>W Modlinie by\u0142y dla wi\u0119\u017ani\u00f3w kazamaty, to s\u0105 wykopane w wa\u0142ach d\u0142ugie ka\u017anie z ma\u0142ymi okienkami zakratowanymi, z pryczami pod \u015bcian\u0105 \u2013 na kilkuset wi\u0119\u017ani\u00f3w, z jednym wchodem od dziedzi\u0144ca. Drzwi podw\u00f3jne, okute, z okienkiem do zagl\u0105dania szyldwachowi. Wielu z nich okuci na \u0142a\u0144cuchu, kt\u00f3ry ci\u0105gn\u0105 za sob\u0105. Przykre wra\u017cenie robi ta ci\u0119\u017cka kara za przest\u0119pstwa s\u0142u\u017cbowe \u017co\u0142nierzy i dezercj\u0119. Byli w Modlinie i oficerowie zamkni\u0119ci w osobnych ka\u017aniach na odwachach. Z kolei musia\u0142em ju\u017c jako kadet podoficer i komendant warty dogl\u0105da\u0107 tych wi\u0119\u017ani\u00f3w, kt\u00f3rzy wr\u00f3ciwszy z roboty wa\u0142owej, obliczeni przed zamkni\u0119ciem, oddani byli pod nadz\u00f3r Komendanta warty z poleceniem: je\u015bli do rana kt\u00f3rego braknie, b\u0119dzie odsiadywa\u0142 kar\u0119 skazanego wi\u0119\u017ania. Bardzo ta s\u0142u\u017cba by\u0142a niemi\u0142a, kt\u00f3rej si\u0119 ba\u0142em okrutnie.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>Szko\u0142a pu\u0142kowa w Warszawie<\/strong><\/p>\n<p>Tak zostawa\u0142em w Modlinie do marca 1826 r., kiedy po wybraniu kilkudziesi\u0119ciu lepszych wymusztrowanych rekrut\u00f3w, kazano mi ich odprowadzi\u0107 do Warszawy, do pu\u0142ku. Naj\u0105\u0142em fur\u0119 pod rzeczy, sam piechot\u0105 przy oddziale, dobrze i mile, przyszed\u0142em do Koszar Mirowskich w Warszawie, gdzie pu\u0142k by\u0142 umieszczony, przed g\u0142\u00f3wny Odwach w koszarach. Tam oficer od s\u0142u\u017cby wyszed\u0142, odebra\u0142 papiery ode mnie i porozdziela\u0142 ludzi po szwadronach, &#8211; mnie do 2-go szwadronu, 1-go plutonu odkomenderowa\u0142 Tu znowu nast\u0105pi\u0142a trudno\u015b\u0107 z rzeczami i ch\u0142opcem \u2013 po dw\u00f3ch \u017co\u0142nierzy spa\u0142o na jednym tapczanie , sam ledwie osobne miejsce wyprosi\u0142em sobie, musia\u0142em do miasta ch\u0142opca odes\u0142a\u0107, bo komendant Szko\u0142y podpu\u0142kownik Miller zakaza\u0142 go trzyma\u0107 \u2013 gdzie\u015b si\u0119 umie\u015bci\u0142 i nie spotka\u0142em go wi\u0119cej. Jad\u0142em kilka dni w mena\u017cu z prostymi, ale po fundzie wachmistrzowi przeniesiony zosta\u0142em do Szko\u0142y pu\u0142kowej w osobnym pawilonie i do lepszego towarzystwa samych kadet\u00f3w. Tam spali\u015bmy osobno i \u017cywili porz\u0105dnie, o ile to by\u0107 mog\u0142o w koszarach i bez kucharza. Mi\u0119sa pod dostatkiem, kartofli i kaszy raz na dzie\u0144 gotowano, kolacja z w\u0142asnej kieszeni. W tej szkole by\u0142o nas kilkunastu z gtalonkami kadet\u00f3w i Wachmistrz Jod\u0142owski, nasz Komendant, a porucznik i adiutant Genera\u0142a Kurnatowskiego. Instruktor Szko\u0142y Kruszewski, bardzo dobry i grzeczny cz\u0142owiek, ten nas uczy\u0142 godzinami matematyki, geografii i fortyfikacji. W pu\u0142kowej Szkole przeznaczyli mi konia, na kt\u00f3rym bez siod\u0142a podoficer plutonowy uczy\u0142 je\u017adzi\u0107 na rajtszuli w koszarach, p\u00f3\u017aniej dano mi siod\u0142o \u2026.. zwane, Ne kt\u00f3rym twarde siedzenie na kocu by\u0142o; nied\u0142ugo to trwa\u0142o, wzi\u0119li mnie do szeregu z \u017co\u0142nierzami, karabinek najwi\u0119cej mi zawadza\u0142, bo na flintpasie [2] przewieszony na plecach, t\u0142uk\u0142 po prawej nodze. Konia czy\u015bci\u0142 \u017co\u0142nierz, musia\u0142em tylko dopilnowa\u0107 go i w godzinach przeznaczonych by\u0107 przy czyszczeniu, a nawet samemu uczy\u0107 si\u0119 czy\u015bci\u0107.<\/p>\n<p>Jesieni\u0105 wyszli\u015bmy z pu\u0142kiem na parad\u0119 pogrzebn\u0105 Cesarza Aleksandra I. Po mie\u015bcie karawan przechodzi\u0142; to by\u0142o pierwsze moje wyst\u0105pienie.<\/p>\n<p>Oficerowie, wyznaczeni do nauki kadet\u00f3w, przychodzili na godziny lekcji. By\u0142a wyk\u0142adana matematyka, geografia, historia i troch\u0119 rysunk\u00f3w wojskowych, najwi\u0119cej uczono teorii musztry, jazdy i s\u0142u\u017cby obozowej. Egzaminy odbywa\u0142y si\u0119 p\u00f3\u0142rocznie przy oficerze sztabowym lub samym Generale. Wybierano na wiosn\u0119 co roku i odsy\u0142ano do Szko\u0142y Podchor\u0105\u017cych. Tam ju\u017c ka\u017cdy pod dow\u00f3dztwo Genera\u0142a Ro\u017cniewskiego przechodzi\u0142 i p\u00f3\u017aniej oficerem wyj\u015b\u0107 musia\u0142, a Pu\u0142kownik Czarnomski by\u0142 tam instruktorem i Komendantem.<\/p>\n<p>[2] flintpas = pas na karabin<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>Szko\u0142a Podchor\u0105\u017cych<\/strong><\/p>\n<p>Z wiosn\u0105 1827 roku egzamin szko\u0142y pu\u0142kowej odby\u0142 si\u0119 przed Millerem, naszym Komendantem, przeszed\u0142em go do\u015b\u0107 dobrze i w sierpniu tego\u017c roku zosta\u0142em odkomenderowany do Szko\u0142y Podchor\u0105\u017cych na ulicy Kr\u00f3lewskiej pod dow\u00f3dztwo Pu\u0142kownika Czarnomskiego. Byli tam podoficerowie ze wszystkich pu\u0142k\u00f3w i rosyjscy junkrzy w jednych koszarach; z 2-go pu\u0142ku Strzelc\u00f3w Konnych wyprawiono kilku, a mi\u0119dzy nimi by\u0142 Ostrowski, syn \u2026. i Miller, synowie Pu\u0142kownika.<\/p>\n<p>Tu dopiero zaczyna\u0142a si\u0119 prawdziwa praktyka i szko\u0142a biedy i subordynacji bez granic. Kapitan Wrze\u015bniowski, nieub\u0142agany prze\u015bladowca, a zbi\u00f3r samych z ca\u0142ego \u015bwiata utrudnia\u0142 doz\u00f3r i psu\u0142 wszystkich, kt\u00f3rzy cokolwiek mieli skromno\u015bci i obyczaj\u00f3w z domu. Zapisany by\u0142em do wojska jako z Kongres\u00f3wki, gdzie 10 lat kapitulacji musiano s\u0142u\u017cy\u0107. Za przewinienie w Szkole mog\u0142em by\u0107 do pu\u0142ku odes\u0142any na wys\u0142ugi tych lat. W Szkole zasta\u0142em kilkunastu z naszego pu\u0142ku \u2013 nieznanych mi; tu przechodzi\u0142em ci\u0119\u017ckie przej\u015bcia, bo starzy podchor\u0105\u017cowie za smarkacz\u00f3w nas mieli i na r\u00f3\u017cne sposoby dokuczali. Szko\u0142a Podchor\u0105\u017cych by\u0142 to zbi\u00f3r m\u0142odzie\u017cy szlacheckiej z ca\u0142ej Polski, z bogatszych najwi\u0119cej by\u0142o w Gwardii Strzelc\u00f3w Konnych, gdzie i ja by\u0142em, ale i u\u0142an\u00f3w mo\u017cna by\u0142o lepiej wychowanych znale\u017a\u0107. Tu ka\u017cdy musia\u0142 mie\u0107 jaki taki fundusz, aby po awansie na oficera m\u00f3c si\u0119 wyekwipowa\u0107.<\/p>\n<p>W du\u017cych i mniejszych salach stali\u015bmy pu\u0142kami, ka\u017cdy na osobnej pryczy, kt\u00f3rej boki by\u0142y poczernione a deski z wierzchu pomyte myd\u0142em do najwy\u017cszej czysto\u015bci; w nogach by\u0142o nazwisko ka\u017cdego. W k\u0105cie sali arsena\u0142, czyli szaragi na sk\u0142ad broni i lederwerk\u00f3w ka\u017cdego \u2013 z tabliczk\u0105 u g\u00f3ry czyje. W proporcji do wielko\u015bci sal sta\u0142o si\u0119 po 12-tu do 20-tu, nawet wi\u0119cej, o stop\u0119 odleg\u0142o\u015bci jeden przy drugim. Starszy Podchor\u0105\u017cy mia\u0142 inspekcj\u0119 a na 24 godzin ka\u017cdy z kolei odbywa\u0142 s\u0142u\u017cb\u0119 lokaja czyli salowego do zamiatania, sprz\u0105tania i utrzymywanie w porz\u0105dku sali pod odpowiedzialno\u015bci\u0105 za nieczysto\u015b\u0107 w jakimkolwiek miejscu. Tak samo w stajni by\u0142 na s\u0142u\u017cbie jeden podchor\u0105\u017cy, do dw\u00f3ch koni by\u0142 dodany \u017co\u0142nierz do czyszczenia konia i osiod\u0142ania, za\u015b buty, bro\u0144 i mundur sam sobie ka\u017cdy czy\u015bci\u0107 musia\u0142. Chocia\u017c by\u0142a to szko\u0142a podoficer\u00f3w, robili\u015bmy s\u0142u\u017cb\u0119 \u017co\u0142niersk\u0105, odbywali warty w koszarach, sznurwachy [3] w stajni z miot\u0142\u0105 i \u0142opat\u0105 do gnoju, konie na wiosn\u0119 szorowali palcami aby w\u0142os zimowy wyci\u0105gn\u0105\u0107, zgo\u0142a do wszelkiej pracy u\u017cywano nas bez r\u00f3\u017cnicy \u017cadnej.<\/p>\n<p>Na tr\u0105bk\u0119 o 4-tej godzinie w lecie, o 5-tej w zimie, a o 3-ciej przed rewi\u0105 wstawa\u0107 i do stajni p\u00f3j\u015b\u0107 do dania owsa koniom, kt\u00f3re mieli\u015bmy dane z pu\u0142k\u00f3w naszych na ca\u0142y przeci\u0105g szko\u0142y a\u017c do awansu, raz danego nie zmieniano, a\u017c chyba uznany za niezdatnego przez Pu\u0142kownika lub wyproszony przez kt\u00f3rego z nas od Kapitana szwadronu, gdy\u017c zawsze byli\u015bmy w szwadronach pu\u0142kowych policzeni i wpisani, gdzie w potrzebie wyst\u0105pienia pu\u0142ku, powo\u0142ywano nas do frontu na \u017co\u0142nierzy i podoficer\u00f3w.<\/p>\n<p>\u015aniadanie dawano o 10-tej godzinie z potrawy mi\u0119snej, a obiad o 3-ciej po po\u0142udniu z zup\u0105 i dwa mi\u0119sa, do tego piwa lekkiego z beczki stoj\u0105cej ko\u0142o drzwi, nabiera\u0142 i pi\u0142 ile kto chcia\u0142. Za taki wikt sk\u0142adali\u015bmy miesi\u0119cznie po 7 do 8 z\u0142p \u2013 jak do czasu i targu w mie\u015bcie. \u017bo\u0142nierz gotowa\u0142, a podchor\u0105\u017cy od s\u0142u\u017cby przy kuchni dogl\u0105da\u0142 i dzieli\u0142 porcje mi\u0119sa. Po apelu do obiadu ka\u017cdy staje przy stoliku d\u0142ugim, a w\u0105skim, w trzy rz\u0119dy ustawione sto\u0142y, bo nas do 180-ciu razem siada\u0142o. Oficer od s\u0142u\u017cby ka\u017ce Wachmistrzowi, to jest najstarszemu podchor\u0105\u017cemu czyta\u0107 list\u0119, pod\u0142ug pu\u0142k\u00f3w, zaczynaj\u0105c od Gwardii, ruskich i polskich, co trwa\u0142o nied\u0142ugo, potem siada\u0107 kazano i \u017co\u0142nierze wnosili na cynowych salaterkach zup\u0119, k\u0142ad\u0105c przed czterema na \u015brodku sto\u0142u, z kt\u00f3rej nabiera\u0142 sobie ka\u017cdy na talerz cynowy \u0142y\u017ck\u0105 cynow\u0105, z kawa\u0142kiem mi\u0119sa w zupie, potem przynoszono zrazy i kartofle z kasz\u0105, tak\u017ce przed czterech i na tym obiad si\u0119 ko\u0144czy\u0142. Chleb pokrajany na czterech le\u017ca\u0142 przy talerzu ka\u017cdego. Tak samo i na \u015bniadanie, g\u0142odnym by\u0107 trudno, ale smakowa\u0107 nie wolno. Ustawiczne musztry i rajtszule, a najgorzej piechot\u0105, um\u0119czy\u0142y nas, ale zaj\u0119cia dla m\u0142odych potrzebne, zajmowa\u0142y czas. Czyta\u0107 i pisa\u0107 nie by\u0142o na czym, i w harmidrze ustawicznym trudno. Kole\u017ce\u0144stwo by\u0142o wielkie i wsp\u00f3lne dobro obchodzi\u0142o ka\u017cdego, zdrajc\u00f3w ma\u0142o, a szpiega prawie \u017cadnego. Koszary Szko\u0142y Podchor\u0105\u017cych konnicy by\u0142y w \u015brodku Warszawy na ulicy Kr\u00f3lewskiej, doko\u0142a parkanem i domami zas\u0142oni\u0119te od ulicy, wielki dziedziniec piaskowaty, w \u015brodku zabudowania, sale nasze mieszkalne by\u0142y na pu\u0142ki podzielone w trzech pawilonach, jednak czasami mieszali starszych z m\u0142odszymi dla czuwania nad porz\u0105dkiem. Wachmistrz starszy by\u0142 wybierany przez Pu\u0142kownika Czarnomskiego, dow\u00f3dcy ca\u0142ej Szko\u0142y, Polak\u00f3w i Moskali junkr\u00f3w , kt\u00f3rych z pu\u0142k\u00f3w gwardyjskich w Warszawie konsystuj\u0105cych do Szko\u0142y naszej odsy\u0142ano, a nawet z Rosji junkr\u00f3w dla nauki tu przysy\u0142ano. \u017bo\u0142d mia\u0142em \u017co\u0142nierski 17 z\u0142p na miesi\u0105c, Z tych brano na wikt 7 z\u0142p i co\u015b na okucie, reszt\u0119 oddawano mi. Ca\u0142e ubranie mia\u0142em swoje z ca\u0142ym uzbrojeniem \u2013 tylko z sukna komi\u015bnego uszyte w pu\u0142ku.<\/p>\n<p>Po \u015bniadaniu by\u0142a szko\u0142a teorii i musztry \u2013 przez oficera udzielana w ka\u017cdej sali po kilka godzin. Ka\u017cdy musia\u0142 umie\u0107 jak ka\u017cda ewolucja odby\u0107 si\u0119 ma, zacz\u0105wszy od plutonu, szwadronu, a\u017c do rozwini\u0119cia czterema pu\u0142kami. To by\u0142o najtrudniejsze, bo pami\u0119ta\u0107 trzeba ka\u017cdy dystans, stanowisko oficer\u00f3w i podoficer\u00f3w, potem na placu koszar musztra piesza, w po\u0142udnie tr\u0105bienie do obroku i pojenia, gdzie wszyscy przy koniach by\u0107 musieli. Po po\u0142udniu bywa\u0142y musztry od rozkazu.<\/p>\n<p>Pierwszy rok s\u0142u\u017cby by\u0142 najci\u0119\u017cszym, bo tam s\u0142u\u017cba \u017co\u0142nierska odbywa\u0142a si\u0119; na szyldwachu i na odwachu nocowa\u0107 zim\u0105 i latem sta\u0107 trzeba. S\u0142u\u017cba w stajni i koszarach dobowa pod odpowiedzialno\u015bci\u0105 za nieporz\u0105dek, &#8211; za kar\u0119 trzymano w stajni sznurwach po kilka d\u00f3b, zamiataj\u0105c stajni\u0119 i \u015bpi\u0105c tam\u017ce. Zamykano do ciemnej kom\u00f3rki na odwachu po kilka dni, stawiano na szyldwachu po kilkana\u015bcie godzin o ca\u0142ej paradzie i z warty nie puszczano po kilka d\u00f3b,- za przetrzymywanie urlopu konsygnowano w koszarach po kilka tygodni, na miasto nie puszczaj\u0105c. By\u0142 to powszedni chleb siedzie\u0107 w kozie. Kole\u017ce\u0144stwo by\u0142o wielkie, chocia\u017c nigdy z Moskalami, kt\u00f3rych gn\u0119bili\u015bmy \u2013 musieli nam ulega\u0107 i trzyma\u0107 z nami, by\u0142o du\u017co Polak\u00f3w mi\u0119dzy nimi. Wachmistrzem szko\u0142y by\u0142 M\u0119ci\u0144ski z 4-go u\u0142an\u00f3w, bardzo dobry kolega i przyjazny wszystkim, awansowa\u0142 do Gwardii w 1829 roku, po rewolucji przeszed\u0142 do u\u0142an\u00f3w i ju\u017c go nie widzia\u0142em wi\u0119cej.<\/p>\n<p>[3] Sznurwacha = s\u0142u\u017cba przy koniach<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>Egzamina do awansu<\/strong><\/p>\n<p>Co roku odbywa\u0142y si\u0119 egzamina przed Ksi\u0119ciem Konstantym w pocz\u0105tkach maja, tam wybierano starszych podchor\u0105\u017cych lub protegowanych i po wyst\u0105pieniu (na plac) pu\u0142k\u00f3w konnych \u015bci\u0105gano wszystkich oficer\u00f3w i stawiano podchor\u0105\u017cych na ich stanowiskach. Kt\u00f3remu dano miejsce Dywizjonera, tj. komend\u0119 4-ech pu\u0142k\u00f3w, ten awansowa\u0142 do Gwardii. Ten stopie\u0144 Wachmistrzowi Szko\u0142y przypada\u0142. Pu\u0142kownicy i Kapitanowie na oficer\u00f3w wychodzili, czasami z braku oficer\u00f3w i porucznicy awansowali, co by\u0142o bardzo rzadko. Dow\u00f3dcy pu\u0142k\u00f3w z genera\u0142ami musieli awansowa\u0107, co razem czyni\u0142o siedem os\u00f3b, a by\u0142o w Szkole Polak\u00f3w oko\u0142o stu, a Moskali oko\u0142o 50-ciu opr\u00f3cz polowych przys\u0142anych Moskali. Wszystkich podchor\u0105\u017cych by\u0142o mniej wi\u0119cej dwustu. Dow\u00f3dcy szwadron\u00f3w tylko w nadzwyczajnych razach awansowali \u2013 zale\u017cnie od humoru W-go Ksi\u0119cia przy egzaminie. Wyst\u0119powa\u0142y na egzamin: 1 pu\u0142k Gwardii Strzelc\u00f3w Konnych polski i trzy pu\u0142ki rosyjskie Gwardii, ca\u0142a Szko\u0142a tak\u017ce na koniach \u2013 na placu dopiero wywo\u0142ani z frontu podchor\u0105\u017cowie zajmowali wszystkie miejsca oficer\u00f3w i manewrowali pod\u0142ug rozkazu Ksi\u0119cia, na tr\u0105bk\u0119 wydanego od Genera\u0142a Dywizji, podchor\u0105\u017cego, natenczas, jeszcze przy Ksi\u0119ciu b\u0119d\u0105cego. To trwa\u0142o kilka godzin, poczym zwo\u0142awszy wy\u017csze stopnie mianowa\u0142 awansu i powracali\u015bmy do koszar, z tryumfem awansowani, reszta ze spuszczonymi nosami, maj\u0105c ju\u017c na pewno ca\u0142y rok biedy przed sob\u0105 w Szkole. Skok po awansie by\u0142 ogromny, moment najwi\u0119kszego szcz\u0119\u015bcia mi\u0119dzy kolegami. Awansowani zaraz si\u0119 mundurowali, na miasto si\u0119 wynosili, ze Szko\u0142y odchodzili do swoich pu\u0142k\u00f3w. Od tego momentu rozbrat mi\u0119dzy nami nast\u0119powa\u0142, po\u017cegnanie najserdeczniejsze ko\u0144czy\u0142o si\u0119 naturalnie \u015bniadaniem lub obiadem z bli\u017cszymi znajomymi kolegami, a ju\u017c przed nimi honory oddawa\u0107 musieli\u015bmy z obowi\u0105zku stopnia i s\u0142u\u017cby. Nie wolno nam by\u0142o z oficerami kolegowa\u0107, w \u017cadnym publicznym miejscu znachodzi\u0107 si\u0119 ani doro\u017ck\u0105 je\u017adzi\u0107, stanowili\u015bmy zupe\u0142nie osobne towarzystwo. Chocia\u017c brat awansowa\u0142, ju\u017c trzeba go honorowa\u0107 z daleka. W oddawaniu honor\u00f3w to by\u0142o najgorszym dla podchor\u0105\u017cych, \u017ce przed ka\u017cdym Sztabsoficerem trzeba by\u0142o stan\u0105\u0107 na ulicy i sta\u0107 frontem, dop\u00f3ki nie minie; przechodz\u0105c potr\u0105cali i to utrudnia\u0142o chodzenie po mie\u015bcie. Mieli\u015bmy osobne schadzki do obiad\u00f3w i pohulanki albo na mniejszych ulicach lub na Pradze. Uroczysto\u015bci \u015bwi\u0105teczne, Wielkanoc i Bo\u017ce Narodzenie obchodzili\u015bmy wsp\u00f3lnie z zamo\u017cniejszymi kolegami sk\u0142adkowym sposobem \u2013 schodzi\u0142o si\u0119 kilkunastu i zachowuj\u0105c zwyczaje polskie weso\u0142o obchodzili\u015bmy, naturalnie sp\u00f3\u017aniwszy si\u0119 z urlopu, byli\u015bmy razem w kozie. Jedyn\u0105 by\u0142o ulg\u0105 w ci\u0119\u017ckiej s\u0142u\u017cbie nadzwyczajnie dobre kole\u017ce\u0144stwo i wsp\u00f3lna pomoc w ci\u0119\u017ckim areszcie. \u017baden nie wyda\u0142 kolegi, zni\u00f3s\u0142 kar\u0119, a nie wyda\u0142. Szczeg\u00f3lnie cierpieli szyldwachy w bramie wychodkowej, w oknach Pu\u0142kownika zostaj\u0105cej, gdy wypu\u015bci\u0142 bez urlopu koleg\u0119, sam szed\u0142 do aresztu.<\/p>\n<p>Pu\u0142kownik Czarnowski by\u0142 bardzo sprawiedliwym i podawa\u0142 tych do awansu, co byli d\u0142u\u017cszy czas w Szkole i zas\u0142ugiwali na to sw\u0105 zdolno\u015bci\u0105, ale starszym nad nim by\u0142 Genera\u0142 Ro\u017cniecki, kt\u00f3ry by\u0142 Inspektorem i od kt\u00f3rego g\u0142\u00f3wnie zale\u017ca\u0142 awans na oficera, ten opiekowa\u0142 si\u0119 Szko\u0142\u0105 Dramatyczn\u0105 (??) \u2013 wielki oszust, protegowa\u0142 bogatszych, kt\u00f3rym kaza\u0142 sobie p\u0142aci\u0107 przez faktor\u00f3w, ile mo\u017cna by\u0142o wytargowa\u0107 w proporcji lat s\u0142u\u017cby, po kilka tysi\u0119cy z\u0142otych polskich i wymazywa\u0142 z listy tych, kt\u00f3rych Czarnowski poda\u0142, a awansowa\u0142 tych, kt\u00f3rzy mu zap\u0142acili. Z Gwardii zawsze wi\u0119cej awansowano, bo si\u0119 op\u0142acali Ro\u017cnieckiemu. Ta niesprawiedliwo\u015b\u0107 zniech\u0119ca\u0142a biedniejszych, a godnych podchor\u0105\u017cych, kt\u00f3rzy nie mog\u0105c si\u0119 op\u0142aci\u0107 byli \u2026<\/p>\n<p>Tak przeby\u0142em tych kilka lat, b\u0119d\u0105c ju\u017c trzecim z kolei do awansu, a\u017c do 29-go listopada 1830 r. Przeszed\u0142em prawdziwie ci\u0119\u017ck\u0105 szko\u0142\u0119, w biedzie zahartowa\u0142em si\u0119, na wszelkie trudy przygotowany, dzi\u0119kuj\u0119 Bogu za wytrwa\u0142o\u015b\u0107, a\u017c do 10-go grudnia 1830 roku, kiedy ca\u0142a Szko\u0142a awansowa\u0142a.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>Rewolucja 29-go listopada 1830 r.<\/strong><\/p>\n<p><strong>1. Przed powstaniem<\/strong><\/p>\n<p>Tymczasem zacz\u0119\u0142y nas dochodzi\u0107 w Szkole wie\u015bci niepewne o rewolucji gotuj\u0105cej si\u0119 w Szkole Podchor\u0105\u017cych Piechoty, znajduj\u0105cej si\u0119 na Solcu pod Belwederem. Pewnego nic nie wiedzieli\u015bmy, tylko kilku koleg\u00f3w, kt\u00f3rzy tam mieli braci, przeb\u0105kiwali co\u015b o rewolucji na kilka dni przed powstaniem. Wielu z tej szko\u0142y by\u0142o nawet aresztowanych i przymuszonych g\u0142odem do wydania wi\u0119cej spiskowc\u00f3w. Ju\u017c mia\u0142 wyj\u015b\u0107 rozkaz, aby ca\u0142\u0105 Szko\u0142\u0119 Piechoty, w kt\u00f3rej by\u0142o do 300-tu podoficer\u00f3w, zamkn\u0105\u0107 w koszarach. Z drugiej strony, chodzi\u0142y pog\u0142oski o gotowo\u015bci wojska do wymarszu na Belg\u00f3w. Wyszed\u0142 by\u0142 rozkaz do garnizonu Warszawy z wyznaczeniem placu do wyst\u0105pienia ka\u017cdemu pu\u0142kowi i Szkole, &#8211; w razie alarmu. Nam wyznaczono plac przed bankiem na Senatorskiej ulicy.<\/p>\n<p>D\u0142ugie wieczory jesienne sp\u0119dzali\u015bmy zwykle przy w\u0142asnym o\u015bwietleniu, bo \u015bwiat\u0142a ma\u0142o dawano, w salach by\u0142o zimno. Mieszka\u0142o nas wtedy razem 18-tu do 20-tu, pierwszy pok\u00f3j wielki i drugi male\u0144ki, w kt\u00f3rym ja i Tr\u0119backi, syn Genera\u0142a, mieszkali\u015bmy. By\u0142o z nami kilku z 3-go pu\u0142ku strzelc\u00f3w konnych liniowego; nie wszyscy mogli mie\u0107 konie, bo z pu\u0142ku pewn\u0105 ich tylko liczb\u0119 dawano.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>2. 29-ty listopada 1830 r.<\/strong><\/p>\n<p>W poniedzia\u0142ek 29-go listopada 1830 r. oko\u0142o godz. 7-mej wieczorem wpada do naszej sali podchor\u0105\u017cy z warty wo\u0142aj\u0105c, \u017ce pali si\u0119 na mie\u015bcie i alarm tr\u0105bi\u0105 \u2013 zbierajcie si\u0119 czym pr\u0119dzej. W razie alarmu fajerpikieta konna i wszystkie odwachy wyst\u0119puj\u0105. Garnizon ca\u0142y by\u0142 w pogotowiu i wszystko zosta\u0142o zaalarmowane. Wszyscy byli\u015bmy ju\u017c porozbierani, w p\u0142aszczach tylko. W kilka minut jaki\u015b cywilny przylecia\u0142 na dziedziniec Szko\u0142y i krzykn\u0105\u0142: \u201eBracia, rewolucja w Warszawie, r\u017cnijcie Moskali\u201d i zaraz odszed\u0142 \u2013 nieznajomy by\u0142 nikomu. Kazano tr\u0105bi\u0107 w naszych koszarach alarm, czyli na ko\u0144. Zrobi\u0142 si\u0119 ogromny ha\u0142as, zamieszanie, wszyscy rzucili si\u0119 ubiera\u0107 w ca\u0142\u0105 parad\u0119 \\ i z pakunkiem Przygotowywa\u0107 si\u0119 do wyst\u0105pienia. Biegali, rozbierali co kto czyjego z\u0142apa\u0142, biegli do stajni aby pr\u0119dzej wyst\u0105pi\u0107, gdy\u017c rozkaz by\u0142 zebrania si\u0119 do p\u00f3\u0142 godziny. Wtajemniczeni opu\u015bcili koszary zaraz po alarmie.<\/p>\n<p>Oko\u0142o p\u00f3l do \u00f3smej Pu\u0142kownik na koniu przyjecha\u0142 do koszar, zacz\u0105\u0142 krzycze\u0107, czemu nie wyst\u0119pujemy, kaza\u0142 powt\u00f3rnie tr\u0105bi\u0107 , &#8211; gdy wyprowadzili\u015bmy konie ze stajni w nieporz\u0105dku, kaza\u0142 wsiada\u0107 na ko\u0144. Wszystko to dzia\u0142o si\u0119 po nocy, przy zawierusze pr\u00f3sz\u0105cej \u015bniegiem. Gdy garstka wsiad\u0142a na konie, zacz\u0105\u0142 Pu\u0142kownik Czarrnomski przemawia\u0107 zupe\u0142nie innym jak zwykle tonem, aby\u015bmy byli mu pos\u0142usznymi, gdy\u017c on dekorowany stary \u017co\u0142nierz i Polak dobry, nie zrobi krzywdy ani ha\u0144by powierzonej mu m\u0142odzie\u017cy, \u017ce on nie wie, co si\u0119 sta\u0142o, ale musi stawi\u0107 si\u0119 na plac alarmu, wyznaczony przez Ksi\u0119cia, bo dop\u00f3ki s\u0142u\u017cy, musi s\u0142ucha\u0107, tak mu honor wojskowy rozkazuje. Zaklina\u0142 nas na s\u0142owo honoru, \u017ce mu b\u0119dziemy pos\u0142uszni i nieporz\u0105dku unikniemy, na co niekt\u00f3rzy z frontu obiecali mu, \u017ce go nie opuszcz\u0105. Po tej przemowie, nie obrachowawszy szereg\u00f3w, zakomenderowa\u0142: \u201eRotami od prawej marsz\u201d i ruszyli\u015bmy razem z Moskalami z Gwardii Konnej na plac przed Bank nam przeznaczony na\u2026. Wyszed\u0142szy na ulic\u0119 Kr\u00f3lewsk\u0105 zastali\u015bmy ju\u017c latarnie pogaszone, na ulicy zupe\u0142nie ciemno. Tak przechodz\u0105c przez ulic\u0119 \u017babi\u0105 zastali\u015bmy ju\u017c Genera\u0142a\u2026. zabitego, w rynsztoku tarzaj\u0105cego si\u0119, ale nie zatrzymuj\u0105c si\u0119, pomaszerowali\u015bmy dalej a\u017c na swoje miejsce, zrobili\u015bmy front do Banku wzd\u0142u\u017c ulicy Elektoralnej. B\u0119d\u0105c bez p\u0142aszcz\u00f3w, tylko w mundurach, w ca\u0142ej paradzie od 8-mej do 12-tej w nocy, przemarzni\u0119ci, zacz\u0119li\u015bmy narzeka\u0107 na zimno, niecierpliwi\u0142a nas jeszcze bardziej nieczynno\u015b\u0107, zw\u0142aszcza, \u017ce s\u0142yszeli\u015bmy strza\u0142y po ca\u0142ym mie\u015bcie. Pos\u0142a\u0142 Czarnowski oficera z 3-go pu\u0142ku u\u0142an\u00f3w z dwoma podchor\u0105\u017cymi w kierunku Arsena\u0142u na zwiady, co si\u0119 dzieje i co dalej ma robi\u0107. Tam posp\u00f3lstwo rani\u0142o oficera, kt\u00f3ry ledwie uciek\u0142 postrzelony w rami\u0119. Gdy ten powr\u00f3ci\u0142, a ludziom nios\u0105cym bro\u0144 z arsena\u0142u, piechota polska zacz\u0119\u0142a zatrzymywa\u0107 i bro\u0144 im odbiera\u0107, to ju\u017c by\u0142o za wiele, wi\u0119c prosili\u015bmy Czarnomskiego, aby nas prowadzi\u0142 na miasto bi\u0107 Moskali. Odpowiedzia\u0142, \u017ce w mie\u015bcie kawaleria nic nie znaczy i \u017ce tego nie zrobi, ale woli nas do koszar odprowadzi\u0107 i czeka\u0107 dnia na decyzj\u0119, co zrobimy. Nie chc\u0105c na to przysta\u0107 prosili\u015bmy, aby Moskali od nas od\u0142\u0105czy\u0142 i pos\u0142a\u0142 do domu, a nas prowadzi\u0142 dalej. Zacz\u0119li\u015bmy si\u0119 rusza\u0107 sami, a gdy z Pa\u0142acu Zamoyskich przys\u0142ano nam kilka kosz\u00f3w wina, powsta\u0142a zupe\u0142na niesubordynacja, wszyscy zacz\u0119li wo\u0142a\u0107: \u201ePu\u0142kowniku prowad\u017a nas na Moskali\u201d, czemu nie mog\u0105c si\u0119 ju\u017c oprze\u0107, Czarnomski kaza\u0142 nam porz\u0105dnie trzema w prawo zaj\u015b\u0107 i pomaszerowali\u015bmy w kierunku naszych koszar. Przed bram\u0105 zatrzyma\u0142 nas i kaza\u0142 do koszar zachodzi\u0107, ale odm\u00f3wiono mu pos\u0142usze\u0144stwa i pomaszerowali\u015bmy wprost ku Placu Saskiemu, sk\u0105d dochodzi\u0142y strza\u0142y. By\u0142o to w\u0142a\u015bnie w tym czasie gdy saperzy piesi sp\u0119dzali strzelc\u00f3w konnych, b\u0119d\u0105cych na fajerpikiecie w Saskim dziedzi\u0144cu. Ci tylko jedni miewali nabit\u0105 bro\u0144 i dlatego, chc\u0105c porz\u0105dek utrzyma\u0107, kazano im strzela\u0107 do posp\u00f3lstwa, co tak oburzy\u0142o i rozgniewa\u0142o Warszaw\u0119, \u017ce na Gwardi\u0119 Konnych Strzelc\u00f3w obr\u00f3ci\u0142a sw\u0105 pomst\u0119, p\u0119dz\u0105c ich bagnetami i kulami z miasta. My byli\u015bmy z tego samego pu\u0142ku , kt\u00f3ry u\u015bmierza\u0142 i aresztowa\u0142 po ulicach miasta, saperzy zacz\u0119li wi\u0119c r\u00f3wnie\u017c i do nas strzela\u0107 nie zwa\u017caj\u0105c na \u017cadne z naszej strony przedstawienia. Us\u0142yszawszy kule gwi\u017cd\u017c\u0105ce ko\u0142o uszu, szcz\u0119\u015bciem bez \u015bmiertelnych ran zawr\u00f3cili\u015bmy konie ku 3-em Krzy\u017com w stron\u0119 Alei ku Belwederowi id\u0105cej, gdy naraz spotykamy pu\u0142ki konne gwardyjskie, na linii wyci\u0105gni\u0119te, frontem ku miastu i do nas z powitaniem zbli\u017caj\u0105ce si\u0119. Gdy\u015bmy si\u0119 niespodziewanie mi\u0119dzy nich dostali, mieli\u015bmy odwr\u00f3t odci\u0119ty, chyba tylko na piechot\u0119 mo\u017cna si\u0119 by\u0142o wymkn\u0105\u0107, co te\u017c niekt\u00f3rzy z u\u0142an\u00f3w zrobili, z naszego pu\u0142ku za\u015b, jako z ubioru s\u0105dz\u0105c, przeciwnych ludowi, nikogo z powrotem do miasta nie puszczono. To sta\u0142o si\u0119 oko\u0142o godziny 11-tej i 12-tej w nocy.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>3. Pierwsze dni<\/strong><\/p>\n<p>Wielki Ksi\u0105\u017ce, dowiedziawszy si\u0119 o przybyciu Szko\u0142y Podchor\u0105\u017cych kaza\u0142 Czarnowskiemu przymaszerowa\u0107 z nami do siebie przed \u2026\u2026 rogatek zwanych Belwederskimi, gdzie si\u0119 by\u0142 schroni\u0142 wyp\u0119dzony z Belwederu; wyszed\u0142 do nas i g\u0142o\u015bno podzi\u0119kowa\u0142 Czarnomskiemu za wierno\u015b\u0107. Kazano zsi\u0105\u015b\u0107 z koni i tak stali\u015bmy do wtorku 30-go listopada godz. 6-tej. Rano z brzaskiem dnia Ksi\u0105\u017ce kaza\u0142 1-mu szwadronowi z pu\u0142ku Gwardii naszej konnej pod dow\u00f3dztwem Millera, natenczas majora, wej\u015b\u0107 do Warszawy na rekonesans, gdy za\u015b ten zobaczy\u0142 na ulicy dwa dzia\u0142a<strong>, <\/strong>kaza\u0142 si\u0119 rozsypa\u0107 na flankiery i tak przyst\u0119powa\u0142 do wej\u015bcia \u2013 gdy dano ognia do szaser\u00f3w z dzia\u0142 nabitych kamieniami, zaraz odwr\u00f3t zatr\u0105biono i cofn\u0119li si\u0119 szaserzy.<\/p>\n<p>W ci\u0105gu nocy, oko\u0142o godz. 3-ciej kaza\u0142 W-ki Ksi\u0105\u017ce Porucznikowi Karbowskiemu Galicjaninowi z 1-go pu\u0142ku u\u0142an\u00f3w, Instruktorowi przy Szkole Podchor\u0105\u017cych, wybra\u0107 sobie kilkunastu z nas, obej\u015b\u0107 poza Warszaw\u0119 do Rogatek Wolskich, skomunikowa\u0107 si\u0119 z piechot\u0105 rosyjsk\u0105, na placu Marsowym za Warszaw\u0105, od Mokotowa stoj\u0105c\u0105 oraz wywiedzie\u0107 si\u0119, jak w mie\u015bcie stoi powstanie. Zebra\u0142o si\u0119 nas oko\u0142o 20 koni, ja tak\u017ce pojecha\u0142em, my\u015bl\u0105c, \u017ce uda mi si\u0119 ju\u017c zosta\u0107 w mie\u015bcie, wiedzia\u0142em, chocia\u017c niedo\u015bwiadczony, \u017ce powinienem walczy\u0107 przeciwko ciemi\u0119\u017ccom, ale mundur Gwardii i ko\u0144 nara\u017ca\u0142y mnie na \u015bmier\u0107 lub ranienie bez potrzeby, a widzia\u0142em, \u017ce kto chce strzela i zabija bez przyczyny, jak w rewolucji zwyczajnie &#8211; po rozbiciu arsena\u0142u i rozdaniu amunicji posp\u00f3lstwu. Nim doszli\u015bmy do Rogatek, pad\u0142o na nas z za Wa\u0142\u00f3w kilka bezskutecznych strza\u0142\u00f3w. Wszed\u0142szy potem do Rogatki Jerozolimskiej zsiedli\u015bmy z koni i b\u0142agali\u015bmy Porucznika, aby nas prowadzi\u0142 do miasta i nie powraca\u0142 do W-go Ksi\u0119cia. Gdy Karbowski nie chcia\u0142 tego uczyni\u0107, kilku u\u0142an\u00f3w uciek\u0142o do miasta, my za\u015b wr\u00f3cili\u015bmy do W-go Ksi\u0119cia, kt\u00f3ry podzi\u0119kowa\u0142 za raport o spokoju w mie\u015bcie, poczym zsiedli\u015bmy znowu z koni. B\u0119d\u0105c w mundurach Strzelc\u00f3w Gwardii, kt\u00f3rzy byli w mie\u015bcie dla powstrzymania rewolucji, r\u0105bali i aresztowali mieszczan, nie mogli\u015bmy si\u0119 pokaza\u0107 na ulicy.<\/p>\n<p>Po cofni\u0119ciu si\u0119 Millera rozkazano kawalerii wymarsz w pole pod Kr\u00f3likarni\u0119 i koloni\u0119 Niemc\u00f3w. Stan\u0119li\u015bmy obozem w polu, nieprzygotowani, na zamarzni\u0119tej ziemi, bo mr\u00f3z by\u0142 z wiatrem i pr\u00f3szy\u0142o \u015bniegiem, koni upi\u0105\u0107 ani popa\u015b\u0107 nie by\u0142o podobie\u0144stwa, tak trzymali\u015bmy je w r\u0119kach a\u017c do wieczora, wszyscy zg\u0142odniali i be\u017c \u017cadnego rozkazu. Stali\u015bmy na pag\u00f3rku mi\u0119dzy kawaleri\u0105 rosyjsk\u0105, nie maj\u0105c drzewa do rozpalenia ognia. Bateria artylerii rosyjskiej z G\u00f3ry Kalwarii z 12-tu dzia\u0142ami nabitymi obstawiona doko\u0142a obozu z zapalonymi lontami sta\u0142a tak\u017ce a\u017c do wieczora we wtorek. By\u0142y w obozie trzy pu\u0142ki kawalerji gwardii rosyjskiej, nasz pu\u0142k i my. Wi\u0119\u017ani\u00f3w polskich sprowadzonych z ulicy, pe\u0142ne by\u0142y cztery domy niemieckie, oko\u0142o trzy tysi\u0105ce ludzi r\u00f3\u017cnego rodzaju obstawionych wart\u0105 rosyjsk\u0105 i napakowanych jak \u015bledzie, trzymanych bez po\u017cywienia od nocy poniedzia\u0142kowej do \u015brody. I my tak\u017ce nie mieli\u015bmy a\u017c do wieczora nic do zjedzenia \u2013 ani dla siebie, ani dla koni. Dopiero w nocy z wtorku na \u015brod\u0119 przywieziono nam \u017cywego barana, aby\u015bmy go zjedli. Tego ju\u017c by\u0142o Czarnomskiemu za wiele, uprosi\u0142 wi\u0119c Ksi\u0119cia aby nas rozkwaterowa\u0142 po Niemcach, kolonistach tam osiad\u0142ych, co dopiero w \u015brod\u0119 rano nast\u0105pi\u0142o. Barana Moskale zabili i zjedli. Przeg\u0142odziwszy si\u0119 ca\u0142\u0105 dob\u0119, ruszyli\u015bmy na kwatery \u2013 tam kupili\u015bmy od Szwaba ca\u0142ego wieprza i kapusty i kazali\u015bmy ugotowa\u0107 kapu\u015bniaku, na wszystkich go rozdzieliwszy. By\u0142o nas na kwaterach oko\u0142o 70 koni samych Polak\u00f3w. Zobaczywszy tylu zg\u0142odnia\u0142ych, o pomoc wo\u0142aj\u0105cych Warszawiak\u00f3w, obywateli, akademik\u00f3w i rzemie\u015blnik\u00f3w, zaj\u0119li\u015bmy si\u0119 nakarmieniem ich, &#8211; zg\u0142odniali rozchwytywali nasze po\u017cywienie. Pu\u0142kownik Czarnomski nie odst\u0119powa\u0142 nas \u2013 sta\u0142 on w lepszej cha\u0142upie szwabskiej. Zapomnia\u0142em jeszcze wymieni\u0107 najwi\u0119kszego naszego prze\u015bladowc\u0119 \u2013 Kapitana Wrze\u015bniowskiego z 4-go Pu\u0142ku Strzelc\u00f3w Konnych, kt\u00f3ry nie maj\u0105c konia, zosta\u0142 w mie\u015bcie \u2013 mo\u017ce si\u0119 ba\u0142, bo nie lubiany, m\u00f3g\u0142by by\u0107 w takim czasie zel\u017cony, czego by\u0142 wart, bo pod\u0142y by\u0142 i niesprawiedliwy wzgl\u0119dem nas &#8211; za \u015bniadanie kupiony by\u0142 przyjaznym, a szpiegowa\u0142 nas i kara\u0142 nieustannie. Po powrocie do miasta nikt go ju\u017c wi\u0119cej nie widzia\u0142\u2026<\/p>\n<p>2-go grudnia, we czwartek rano, kazano nam by\u0107 gotowymi do marszu, a nie wiedzieli\u015bmy, gdzie nas poprowadz\u0105. Nie maj\u0105c \u017cadnych stosunk\u00f3w w Warszawie, nie wiedzieli\u015bmy nic, poza tym, co nam kilku koleg\u00f3w naszych opowiedzia\u0142o, a zw\u0142aszcza m\u0142ody Bilski podchor\u0105\u017cy z 4-go pu\u0142ku u\u0142an\u00f3w, kt\u00f3ry przyp\u0142yn\u0105wszy w nocy \u0142\u00f3dk\u0105 Wis\u0142\u0119 do obozu, doni\u00f3s\u0142, \u017ce Ch\u0142opicki zosta\u0142 Dyktatorem, \u017ce nar\u00f3d ca\u0142y uzna\u0142 rewolucj\u0119 i odbudowanie Polski, namawia\u0142 nas do ucieczki i na kl\u0119czkach przed Pu\u0142kownikiem p\u0142aka\u0142, aby nas zabra\u0142 zaraz do Warszawy i krzywdy nam nie robi\u0142. Teraz ju\u017c by\u0142o niemo\u017cliwym z otoczenia Moskali ucieka\u0107, chyba pojedynczo i pieszo.<\/p>\n<p>Ko\u0142o po\u0142udnia we czwartek zatr\u0105biono na ko\u0144, &#8211; wyst\u0105pili\u015bmy za wie\u015b, przed pa\u0142ac za Kr\u00f3likarni\u0105, gdzie wtenczas W-ki Ksi\u0105\u017ce mieszka\u0142. Zastali\u015bmy tam ju\u017c pu\u0142k Gwardii Szaser\u00f3w siedz\u0105cy na koniach i biegaj\u0105cych z pa\u0142acu r\u00f3\u017cnych adiutant\u00f3w. Dowiedzieli\u015bmy si\u0119, ze zatrzymawszy si\u0119 w marszu kolumn\u0105 rotow\u0105, oficerowie pu\u0142ku Gwardii pos\u0142ali do Ksi\u0119cia deputacj\u0119 z pro\u015bb\u0105 o uwolnienie ich i pozwolenie powrotu do Narodu, do miasta, bo pu\u0142ki moskiewskie rusza\u0142y z Ksi\u0119ciem z powrotem do Rosji. Wtem nasz Czarnomski staje mi\u0119dzy nami i powiada oby\u015bmy z nim maszerowali do Skierniewic, do jego pu\u0142ku 2-go strzelc\u00f3w konnych , gdy\u017c on tam nale\u017cy i z pu\u0142kiem trzyma\u0107 si\u0119 musi. Nie czekaj\u0105c zakomenderowa\u0142 zwrot ku Rogatkom Wolskim w stron\u0119 \u0141owicza i pomaszerowali\u015bmy, porzuciwszy Gwardi\u0119, kt\u00f3ra po naszym odej\u015bciu, uzyska\u0142a od W-go Ksi\u0119cia pozwolenie i do miasta wyruszy\u0142a.<\/p>\n<p>Mijali\u015bmy forpoczty moskiewskie bez zatrzymania, a\u017c tu na szosie s\u0142yszymy Marsz D\u0105browskiego \u201eJeszcze Polska nie zgin\u0119\u0142a\u201d, grany przez muzyk\u0119 piechoty Szembeka, kt\u00f3ra zamiast do W-go Ksi\u0119cia, poci\u0105gn\u0119\u0142a do Warszawy z kokardami bia\u0142ymi na kaszkietach, tu ju\u017c zatrzymali\u015bmy si\u0119, zsiedli z koni, podarli koszule na bia\u0142e kokardy i ruszyli wprost do Warszawy Wolskimi Rogatkami przed Bank Towarzystwa Kredytowego, gdzie zastali\u015bmy ju\u017c pu\u0142k Gwardji Konnych Strzelc\u00f3w na koniach. Tu mia\u0142 by\u0107 na balkonie ca\u0142y Rz\u0105d Narodowy, a posp\u00f3lstwo przyprowadzi\u0142o na ten balkon dw\u00f3ch Genera\u0142\u00f3w : Kurnatowskiego, dow\u00f3dc\u0119 Gwardii Strzelc\u00f3w i Wincentego Krasi\u0144skiego, kt\u00f3rych w powrocie do Warszawy, na ulicy zbezczeszczono, zsadzono z konia, odarto ze szlif\u00f3w i sprowadzono do Banku. .Stali oni z odkrytymi g\u0142owami b\u0142agaj\u0105c o przebaczenie, a posp\u00f3lstwo krzycza\u0142o: \u201erozstrzela\u0107 zdrajc\u00f3w\u201d. Pu\u0142k Gwardii sta\u0142 przed balkonem, my za nim. Przemaszerowali\u015bmy tylko ko\u0142o nich i po zej\u015bciu genera\u0142\u00f3w z balkonu odmaszerowali\u015bmy do swoich koszar na Kr\u00f3lewskiej ulicy, po Krakowskim Przedmie\u015bciu, gdzie nas posp\u00f3lstwo prze\u015bladowa\u0142o, \u017ce\u015bmy wyszli z Moskalami.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>4.<\/strong> <strong>W Warszawie<\/strong><\/p>\n<p>Tu zastali\u015bmy koszary i sale nasze puste. Koledzy, kt\u00f3rzy nie maj\u0105 koni, do wymarszu zostali w koszarach, biegaj\u0105c po ulicach zostawili sale otwarte i pozwolili zrabowa\u0107 nasze kufry i wszystko Moskalom i innym. Kuferek m\u00f3j z 25 rublami rozbity i pusty, zosta\u0142em zupe\u0142nie bez szel\u0105ga i w jednej tylko koszuli. Po\u0142o\u017cenie moje by\u0142o po raz pierwszy w \u017cyciu smutne i to w takim czasie. G\u0142\u00f3d dokucza\u0142, a tu ani grosza na bu\u0142k\u0119, a i nie mia\u0142em si\u0119 w co przebra\u0107 . Wszyscy rozbiegli si\u0119 po znajomych na miasto, ja nie mia\u0142em nikogo, opr\u00f3cz ubogiego stryja, burgrabiego w pu\u0142ku rz\u0105dowym, do kt\u00f3rego nie mog\u0142em p\u00f3j\u015b\u0107 prosi\u0107 o posi\u0142ek. W sklepie korzennym, blisko naszych koszar wzi\u0105\u0142em kilka bu\u0142ek i kie\u0142basek na kredyt i ruszy\u0142em do starego stryja, Stanis\u0142awa Rozwadowskiego, czy tam nie dadz\u0105 mi czego, ale tam bieda wielka panowa\u0142a. Chodzi\u0142em po ulicach w nadziei, \u017ce spotkam kogo ze znajomych. Z niecierpliwo\u015bci\u0105 ogl\u0105da\u0142em obozy Gwardii Narodowych, z\u0142o\u017conych z mieszczan i s\u0142ug rzemie\u015blniczych z roz\u0142o\u017conymi wielkimi ogniskami. Wszyscy uzbrojeni, jak kto m\u00f3g\u0142 i bia\u0142e kokardy na g\u0142owach, bez uzbrojenia zakazano wychodzi\u0107 na ulic\u0119. Ca\u0142y Wielki Tydzie\u0144 \u015bpiewy patriotyczne i weso\u0142o\u015b\u0107 wsz\u0119dzie s\u0142ycha\u0107 tylko by\u0142o. Na ulicach mowy na sto\u0142ach wypowiadane, spiski, kluby w r\u00f3\u017cnych miejscach, gwa\u0142t i ruch. Obszed\u0142szy g\u0142\u00f3wne ulice spotka\u0142em znajomego mego ojca, Pu\u0142kownika Wolskiego, bardzo starego cz\u0142owieka, \u017cyj\u0105cego tu na pensji. Odprowadzi\u0142em staruszka do domu i opowiedzia\u0142em mu swoje po\u0142o\u017cenie. Z ochot\u0105 po\u017cyczy\u0142 mi 5 #, wiedz\u0105c, \u017ce tyle bra\u0142em od ojca dodatku do miesi\u0119cznego \u017co\u0142du. W doskona\u0142ym humorze wr\u00f3ci\u0142em do koszar i zaraz kupi\u0142em rzeczy konieczne do porz\u0105dnego pokazania si\u0119 w mie\u015bcie. Wieczorem poszed\u0142em do teatru, tam zgie\u0142k ogromny. Chodzenie do teatru by\u0142o dawniej podchor\u0105\u017cym i \u017co\u0142nierzom zakazane, jak w og\u00f3le pokazywanie si\u0119 w publicznych miejscach, kawiarniach, traktyjerniach itp. Podczas urlop\u00f3w chodzili\u015bmy po knajpach, na przedmie\u015bciach, uprzywilejowanych tylko dla podoficer\u00f3w i \u017co\u0142nierzy. To odci\u0119cie od spo\u0142ecze\u0144stwa wraz z niedo\u015bwiadczeniem naszym i obowi\u0105zkiem s\u0142u\u017cby by\u0142y przyczyn\u0105, \u017ce\u015bmy od poniedzia\u0142ku do czwartku byli z Moskalami. Na ulicach wielkie zamieszanie, st\u0105d nieporz\u0105dek i ekscesy.<\/p>\n<p>Nam podchor\u0105\u017cym kazano pe\u0142ni\u0107 s\u0142u\u017cb\u0119 adiutant\u00f3w i wykomendorowano do ka\u017cdego z wy\u017cszych Genera\u0142\u00f3w i Regimentarzy, po dw\u00f3ch na ordynansa, konno w ca\u0142ej paradzie. Ta s\u0142u\u017cba by\u0142a na razie uci\u0105\u017cliwa i nieprzyjemna, bo posy\u0142ano nas z depeszami a\u017c do Modlina, a ca\u0142\u0105 dob\u0119 musia\u0142o si\u0119 w przedpokoju siedzie\u0107 i czeka\u0107 rozkaz\u00f3w; ko\u0144 osiod\u0142any sta\u0142 w stajni, opatrywa\u0107 go trzeba by\u0142o samemu. Wszystko to by\u0142o zno\u015bne, bo wolno\u015bci mieli\u015bmy dosy\u0107.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>5. S\u0142u\u017cba oficerska. Awans na oficera i wyekwipowanie si\u0119.<\/strong><\/p>\n<p>Trwa\u0142o to tak a\u017c do 10-go grudnia, kiedy wyszed\u0142 Rozkaz Dzienny awansuj\u0105cy ca\u0142\u0105 Szko\u0142\u0119 Podchor\u0105\u017cych na oficer\u00f3w, z prawem dla ka\u017cdego wyboru pu\u0142ku, do jakiego kto chcia\u0142. Usta\u0142 zatem porz\u0105dek koszarowy i zacz\u0119\u0142o si\u0119 utrzymanie z w\u0142asnej kieszeni. Zostawszy oficerem nie mia\u0142em \u017cadnego funduszu na wyekwipowanie si\u0119 w tak nag\u0142ym czasie, a tu wyst\u0105pi\u0107 na lini\u0119 bojow\u0105 i bi\u0107 si\u0119 by\u0142o wszystkich jedynym d\u0105\u017ceniem. Nieznajomy w mie\u015bcie, a oddalony od domu, bez kredytu, nie umia\u0142em znale\u017a\u0107 sposobu nabrania odwagi w kupnie sukna na mundur, konia i ozd\u00f3b oficerskich, kr\u0119ci\u0142em si\u0119 po mie\u015bcie, po sklepach, pr\u00f3bowa\u0142em szuka\u0107 znajomych aby zar\u0119czyli za mnie. Mieszkaj\u0105cy w Warszawie biedny Stryj, burgrabia pa\u0142acu rz\u0105dowego zar\u0119czy\u0142 za sukno, da\u0142em je krawcowi i przynajmniej pocz\u0105tek zrobi\u0142em. O konia by\u0142o najtrudniej, a bez niego obej\u015b\u0107 si\u0119 nie mog\u0142em. Dow\u00f3dca Pu\u0142ku Gwardii Genera\u0142 Kurnatowski wzi\u0105\u0142 by\u0142 na konia dla mnie 50# od mego Ojca. Zdawa\u0142o mi si\u0119, \u017ce dopomo\u017ce mi w tym; zastawszy go zrabowanego przez lud za wyprowadzenie pu\u0142ku do obozu, nie mia\u0142em odwagi przypomina\u0107 mu si\u0119 z tym. Kasztelanowa Rulikowska z Honiatynia, znajoma mi przez Ojca mieszka\u0142a w Warszawie. Poszed\u0142em do niej z pro\u015bb\u0105, czy by nie mog\u0142a po\u017cyczy\u0107 mi pieni\u0119dzy na konia,- nie odm\u00f3wi\u0142a, ale obieca\u0142a za kilka dni; &#8211; szlif<br \/>\ni siod\u0142a tak\u017ce nie by\u0142o za co kupi\u0107! Tak ca\u0142y tydzie\u0144 wyczekiwania zszed\u0142, a tu ju\u017c wojsko do obozu wychodzi, nasi starzy \u017co\u0142nierze \u015bci\u0105gaj\u0105 si\u0119 do miasta i tam ka\u017c\u0105 nam ich musztrowa\u0107, montowa\u0107, ubiera\u0107, konie odbiera\u0107 i jak najpr\u0119dzej w pole wychodzi\u0107. Dwa nowe szwadrony sformowa\u0107 5-ty i 6-ty, niema\u0142e zadanie, a tu ci\u0105g\u0142a obawa, sk\u0105d pieni\u0105dze przyjd\u0105. Nareszcie gdzie\u015b ko\u0142o 20-go grudnia spotykam si\u0119 z Rulikowskim, kt\u00f3ry wr\u0119cza mi 100 #, od Ojca mego przys\u0142anych. Rado\u015b\u0107 wielka.<\/p>\n<p>Szukam konia i przypadkiem spotykam masztalerza Ksi\u0119cia Konstantego z koniem z jego stajni, ogierem anglizowanym, bardzo \u0142adnym rasy angielskiej gniadowiszniowym; jecha\u0142 na nim Niemiec nazwiskiem Breiter, wracaj\u0105c z miasta podchmielony, zapytany po niemiecku o cen\u0119 konia odpowiedzia\u0142 mi 3000 z\u0142p i zaprosi\u0142 mnie do swej stajni, a nast\u0119pnie, uradowany ze znajomo\u015bci, do sklepu korzennego. Tam ucz\u0119stowany przeze mnie, przyzna\u0142 si\u0119, \u017ce ko\u0144 skradziony z cesarskiej stajni, \u017ce boi si\u0119 go trzyma\u0107 i dla mnie odst\u0119puje go za 1000 z\u0142p i bym go zaraz wzi\u0105\u0142. Tak kupiwszy konia za 50#, uszcz\u0119\u015bliwiony prowadzi\u0142em go sam do koszar Mirowskich , gdzie\u015bmy si\u0119 formowali i ju\u017c by\u0142em got\u00f3w do boju.<\/p>\n<p>Pu\u0142k Gwardii, kt\u00f3ry po rewolucji 5-tym Strzelc\u00f3w przezwano wymaszerowa\u0142 by\u0142 ju\u017c na lini\u0119 bojow\u0105; nas wszystkich nowo awansowanych ze Szko\u0142y Podchor\u0105\u017cych przeznaczono na instruktor\u00f3w do nowych szwadron\u00f3w, zdymisjonowanych i nowych \u017co\u0142nierzy formuj\u0105cych si\u0119 i przeznaczonych pod dow\u00f3dztwo Dwernickiego na Wo\u0142y\u0144. W styczniu byli\u015bmy gotowi.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>6. Kampania pod Dwernickim<\/strong><\/p>\n<p>Rozkaz wyj\u015bcia w pole by\u0142 dany na dzie\u0144 20-go stycznia 1831 roku. Dwernicki ju\u017c by\u0142 naprz\u00f3d wyszed\u0142 z u\u0142anami 2-go pu\u0142ku. My mieli\u015bmy maszerowa\u0107 za nim w arjergardzie [4]. Major Pop\u0142awski dow\u00f3dca tych szwadron\u00f3w, 5-go i 6-go mia\u0142 nas prowadzi\u0107, ja by\u0142em w 6-tym szwadronie pod Kapitanem Lauda\u0144skim, starym napoleo\u0144skim \u017co\u0142nierzem, dekorowanym i t\u0119gim oficerze. Pluton 47-my skrzyd\u0142owy by\u0142 mi oddany, z dobrych ludzi z\u0142o\u017cony.<\/p>\n<p><strong>a) Pierwsza kwatera<\/strong><\/p>\n<p>Od wst\u0105pienia w r. 1825 do wojska, nie wychodzili\u015bmy nigdzie z Warszawy; przez dwa lata w Szkole Podchor\u0105\u017cych uczy\u0142em si\u0119 tylko manewr\u00f3w i komendy oficerskiej, nie przygotowali nas do obozu i marszu. Wyszed\u0142szy na pierwszy nocleg o trzy mile od Warszawy, odkomenderowa\u0142 mnie Kapitan plutonem na kwater\u0119 do wsi, w bok od go\u015bci\u0144ca po\u0142o\u017conej, z rozkazem, a\u017cebym do dnia przyszed\u0142 na miejsce, gdzie on nocowa\u0142. Zboczy\u0142em blisko mil\u0119 z drogi i wjecha\u0142em do wsi, w kt\u00f3rej zobaczy\u0142em dw\u00f3r,- tam wszed\u0142em na dziedziniec z ca\u0142ym plutonem. Nie znaj\u0105c manipulacji stawania po kwaterach, musia\u0142em zasi\u0119gn\u0105\u0107 rady jak si\u0119 mam znale\u017a\u0107 w rozkwaterowaniu ludzi, od starych \u017co\u0142nierzy z kampanii 1812 roku, kt\u00f3rych mia\u0142em w plutonie. Pos\u0142a\u0142em podoficera po so\u0142tysa, sam wszed\u0142em do sieni i spyta\u0142em o gospodarza. Zasta\u0142em tylko m\u0142od\u0105 kobiet\u0119, sam\u0105 z dzie\u0107mi, zmieszan\u0105 przyj\u015bciem naszym \u2013 m\u0105\u017c wst\u0105pi\u0142 w szeregi i by\u0142 ju\u017c w wojsku. Przyj\u0119\u0142a mnie bardzo grzecznie, tymczasem nadszed\u0142 w\u00f3jt i kaza\u0142em rozkwaterowa\u0107 \u017co\u0142nierzy, z rozkazem wyst\u0105pienia na dziedziniec o 4-tej rano. W plutonie moim byli \u017co\u0142nierze z pod Napoleona, z dekoracjami, wprawni i bardzo porz\u0105dni ludzie. Rozkaz wykonano, \u017co\u0142nierze rozjechali si\u0119 po kwaterach, ja ulokowa\u0142em si\u0119 we dworze; &#8211; rano, nie budz\u0105c gospodyni, wymaszerowa\u0142em na miejsce zbioru, sk\u0105d, po odpoczynku kr\u00f3tkim, ruszyli\u015bmy w marsz dalszy.<\/p>\n<p><strong>b) Nowa Wie\u015b<\/strong><\/p>\n<p>Mr\u00f3z i odwil\u017c dokucza\u0142y, &#8211; trzeciego dnia us\u0142yszeli\u015bmy strza\u0142y armatnie i przy\u015bpieszyli\u015bmy nasz marsz w ich stron\u0119. Spotkali\u015bmy u\u0142an\u00f3w i Krakus\u00f3w, wracaj\u0105cych w tryumfie z pod Stoczka. Nam, jako \u015bwie\u017cym, kazano p\u00f3j\u015b\u0107 w awangard\u0119 i dop\u0119dzi\u0107 uciekaj\u0105cych Moskali. Tu by\u0142em pierwszy raz w ogniu na moim anglizowanym Angliku ogierze. By\u0142 to tylko ma\u0142y atak na uciekaj\u0105cych, &#8211; pod Now\u0105 Wsi\u0105, sze\u015b\u0107 mil od Warszawy. Krakusy, nowy pu\u0142k, szli zawsze po bokach, w nieporz\u0105dku, dop\u0119dziwszy pu\u0142k dragon\u00f3w zacz\u0119li krzycze\u0107 i post\u0119puj\u0105c w rozsypce atakowa\u0107 porz\u0105dnie rejteruj\u0105cych Moskali, &#8211; nasze szwadrony post\u0119powa\u0142y w plutonowej kolumnie k\u0142usem, gdy\u017c mi\u0119dzy laskami nie by\u0142o miejsca rozwin\u0105\u0107 si\u0119 do ataku.<\/p>\n<p>Moskale, przeszed\u0142szy przeszkody, sformowali si\u0119 w lini\u0119 bojow\u0105 i wolno ust\u0119powali, Krakusy ci\u0105gle na karku im siedzieli i k\u0142uli po trochu. Wtem z lasu strzelili z armat kozacy i zacz\u0119li atakowa\u0107 Krakus\u00f3w. My w\u0142a\u015bnie znale\u017ali\u015bmy miejsce do zrobienia ataku, gdy s\u0142yszymy ogromny ha\u0142as przed nami i wo\u0142ania: \u201ezdrada, uciekajta\u201d i ca\u0142y pu\u0142k Krakus\u00f3w ucieka w rozsypce, wpada na nas, rozbija szeregi, a tu\u017c za nimi Moskale, r\u0105bi\u0105c i siek\u0105c Krakus\u00f3w. \u017badna si\u0142a nie mog\u0142a wstrzyma\u0107 uciekaj\u0105cych w pomieszaniu, z\u0142amali nasz syk i musieli\u015bmy przepu\u015bciwszy ich odp\u0119dzi\u0107 atakuj\u0105cych, kt\u00f3rzy zastawszy nas nie sformowanych, nacierali gwa\u0142townie ca\u0142ym pu\u0142kiem, musieli\u015bmy ust\u0119powa\u0107 bez porz\u0105dku, cisn\u0105\u0107 si\u0119 w\u0105sk\u0105 drog\u0105 okopan\u0105 przez las. Chc\u0105c wyj\u015b\u0107 z nat\u0142oku na drodze, przeskoczy\u0142em r\u00f3w i chcia\u0142em \u015bcie\u017ck\u0105 r\u00f3wnoleg\u0142a do drogi, za swoimi pod\u0105\u017ca\u0107. Wtem gubi si\u0119 \u015bcie\u017cka, chc\u0119 objecha\u0107 przeszkody i zaczynam b\u0142\u0105dzi\u0107 po lesie. S\u0142ysz\u0105c tylko g\u0142osy maszeruj\u0105cych go\u015bci\u0144cem, p\u00f3\u017ano dobi\u0142em si\u0119 do obozu z kilku Krakusami, kt\u00f3rzy ze mn\u0105 wjechali w las i nie mia\u0142em satysfakcji udzia\u0142u w pierwszym boju. Tym bardziej szuka\u0142em sposobno\u015bci odznaczenia si\u0119 w pierwszej lepszej potyczce.<\/p>\n<p><strong>c) Pod Kurowem<\/strong><\/p>\n<p>Gdy w kilka dni w ci\u0105gu dalszego marszu z Korpusem Dwernickiego na Lublin ku Zamo\u015bciowi, dop\u0119dzili\u015bmy Moskali pod Kurowem, stan\u0119li\u015bmy za miastem, a ja, widz\u0105c o kilkaset krok\u00f3w Moskali cofaj\u0105cych si\u0119, a naszych Krakus\u00f3w zwanych Poniatowskiego, p\u0119dz\u0105cych za nimi w dwa szwadrony, bez rozkazu, chcia\u0142em z plutonem p\u00f3j\u015b\u0107 im w pomoc, gdy Kapitan z g\u00f3ry krzykn\u0105\u0142, \u017ce na to rozkazu czeka\u0107 trzeba, cofn\u0105\u0107 zatem ludzi do szeregu musia\u0142em i ulec przepisom.<\/p>\n<p><strong>d) Pu\u0142awy<\/strong><\/p>\n<p>W przej\u015bciu przez Pu\u0142awy przep\u0119dzili\u015bmy tak\u017ce Moskali, kt\u00f3rych piesi strzelcy Kuszla okropnie pot\u0142ukli. Kawaleria nie by\u0142a tam czynna. Z Lublina uciekli Moskale przed naszym przybyciem, zastali\u015bmy po szpitalach rannych Moskali; przenocowawszy ruszyli\u015bmy ku Zamo\u015bciowi. Do Zamo\u015bcia szli\u015bmy bardzo ci\u0119\u017ckimi marszami pomi\u0119dzy Moskalami, nie b\u0119d\u0105c napastowani.<\/p>\n<p><strong>e) Pod Zamo\u015bciem<\/strong><\/p>\n<p>Dawno by\u0142em niekontent ze sposobu prowadzenia korpusu Dwernickiego, widzia\u0142em nieporz\u0105dek, nat\u0142ok do sztabu ludzi niezdatnych i krzykacz\u00f3w bez zas\u0142ug ani wiadomo\u015bci wojskowych. Pod Zamo\u015bciem przyby\u0142o mn\u00f3stwo Galicjan\u00f3w, &#8211; Genera\u0142 awansowa\u0142 ich pod\u0142ug upodobania na oficer\u00f3w i zamiast wzmacnia\u0107 oddzia\u0142 \u017co\u0142nierzami, pomno\u017cy\u0142 liczb\u0119 nieu\u017cytecznych ludzi. Otoczeni Moskalami, w s\u0142u\u017cbie forpocztowej stali\u015bmy w miasteczku w okropnym b\u0142ocie po kolana, po kwaterach \u017cydowskich. Posy\u0142ano nas po fura\u017c po s\u0105siednich wsiach, mnie tak\u017ce odkomenderowano tak z plutonem, &#8211; dawano bony za wzi\u0119t\u0105 w\u00f3dk\u0119 i fura\u017c. Wielkanoc sp\u0119dzi\u0142em w polu w obozie pod Zwierzy\u0144cem. Tutaj otrzymali\u015bmy rozkaz wyruszenia na Wo\u0142y\u0144.<\/p>\n<p><strong>f) Przej\u015bcie na Wo\u0142y\u0144<\/strong><\/p>\n<p>Maszerowali\u015bmy bez przeszkody, Moskale wsz\u0119dzie ust\u0119powali, przez ca\u0142y czas bitwy nie by\u0142o \u017cadnej. Nad Bugiem zbudowali\u015bmy most \u0142y\u017cwowy. Przyby\u0142 tam do naszej kwatery obywatel z Wo\u0142ynia, emisariusz, kt\u00f3ry b\u0142aga\u0142, aby\u015bmy szli do W\u0142odzimierza o dwie mile od granicy, na pomoc Ludwikowi Stockiemu, osaczonemu z oddzia\u0142em powsta\u0144c\u00f3w. Dwernicki nie chcia\u0142 tego uczyni\u0107, nie maj\u0105c na to rozkazu, lecz rozkaz trzymania si\u0119 granic Galicji. Pos\u0142a\u0142 nasze szwadrony (dywizjon) w nocy na rekonesans ku W\u0142odzimierzowi, dla dowiedzenia si\u0119 prawdy. Mieli\u015bmy rozkaz dotarcia do forpoczt moskiewskich, ale nie atakowania tylko zaalarmowania i powr\u00f3cenia do obozu. Uskutecznili\u015bmy to, przeszed\u0142szy Bug pod Krytowem w Kongres\u00f3wce, dotarli\u015bmy pod miasto, sp\u0119dzili\u015bmy widety [5] i powr\u00f3cili\u015bmy ku obozowi, gdzie ju\u017c i korpus nasz przeszed\u0142 Bug na stron\u0119 Wo\u0142ynia. Tworzyli\u015bmy ariergard\u0119 korpusu. Wielki b\u0142\u0105d pope\u0142ni\u0142 Dwernicki tym, \u017ce nie poszed\u0142 po\u0142\u0105czy\u0107 si\u0119 z powstaniem i zostawi\u0142 je na \u0142up Moskalom, cho\u0107 potrzebowa\u0142 tylko zboczy\u0107 o dwie mile z drogi. T\u0142umaczenie jego nie mia\u0142o tu miejsca, gdy komenderowa\u0142 za granic\u0105 oddzielnym korpusem. Wszystkich si\u0119 radzi\u0142, swego zdania nie mia\u0142, a maj\u0105c przy boku mn\u00f3stwo adiutant\u00f3w Galicjan\u00f3w, kt\u00f3rzy chcieli by\u0107 bli\u017cej Galicji i domu, kaza\u0142 nam maszerowa\u0107 ponad granic\u0105.<\/p>\n<p><strong>g) Pod Poryckiem<\/strong><\/p>\n<p>Na drugi dzie\u0144 w Dru\u017ckopolu napadli nasi nieprzygotowanych Moskali i rozbroili dwa szwadrony dragon\u00f3w. Za to Dwernicki podawa\u0142 pod Poryckiem krzy\u017ce u\u0142anom i strzelcom 4-go pu\u0142ku przy wielkiej paradzie pod namiotem i mszy \u015bw. przez ksi\u0119dza Pu\u0142awskiego mianej, kobiety z okolicy przypina\u0142y krzy\u017ce.<\/p>\n<p><strong>h) Pod Boremlem<\/strong><\/p>\n<p>St\u0105d ju\u017c nie by\u0142o spotkania, bo Moskale ci\u0105gle uciekali, &#8211; a\u017c pod Boremlem Czacki w\u0142a\u015bciciel Boremla bardzo go\u015bcinnie przyj\u0105\u0142 Genera\u0142a ze sztabem ogromnym do wygodnego pa\u0142acu i nie oszcz\u0119dzi\u0142 dobrych napoj\u00f3w. O \u017co\u0142nierzy i konie nie dbano zupe\u0142nie, postawiono nas w obozie ponad wsi\u0105. Trzeba by\u0142o stara\u0107 si\u0119 samym o wszystko. Porz\u0105dku w obozie nie by\u0142o \u017cadnego, tak spoczywali\u015bmy kilka dni pod Boremlem.<\/p>\n<p>Tymczasem Moskale zbli\u017ca\u0107 si\u0119 do nas zacz\u0119li i koncentrowali swe si\u0142y. Korpus R\u00fcdigera po\u0142\u0105czy\u0142 si\u0119 i chcia\u0142 nas zatrzyma\u0107 w dalszym marszu, zbi\u0107 i odp\u0119dzi\u0107. Przekonawszy si\u0119 o tym, porozstawia\u0142 Dwernicki grandgardy [6] i forpoczty nad rzek\u0105 Styrem, aby mu przeprawy na nasz bok, o ile mo\u017cno\u015bci, wzbroni\u0107.<\/p>\n<p>R\u00fcdiger kaza\u0142 zrobi\u0107 fa\u0142szywy atak naprzeciwko pa\u0142acu boremlowskiego, pos\u0142awszy pu\u0142k piechoty strzelc\u00f3w finlandzkich i sze\u015b\u0107 dzia\u0142, aby nas zaalarmowa\u0107 i sam uda\u0142 si\u0119 z g\u0142\u00f3wnym korpusem poni\u017cej rzeki o mil\u0119 od Boremla i tam kaza\u0142 most postawi\u0107 i przeprawia\u0107 korpus, gdzie mu nikt nie przeszkadza\u0142,- a\u017c ostatniego dnia przed bitw\u0105 dowiedzia\u0142 si\u0119 o tym Dwernicki.<\/p>\n<p><strong>i) Rekonesans<\/strong><\/p>\n<p>W wili\u0119 bitwy wys\u0142any by\u0142em w nocy na patrol z kilkunastu \u017co\u0142nierzami, o dwie mile od obozu, ku Moskalom, stoj\u0105cym w blisko\u015bci pod wsi\u0105 i oddzielonym wielkim lasem. Mia\u0142em rozkaz zaalarmowa\u0107 tylko ob\u00f3z i dowiedzie\u0107 si\u0119, gdzie stoj\u0105, nie przyjmuj\u0105c z nimi bitwy.<\/p>\n<p>Wszed\u0142em w las ciemny go\u015bci\u0144cem okopanym rowami, mia\u0142em ze sob\u0105 kilku ochotnik\u00f3w z nowo formowanej piechoty, akademik\u00f3w. Uszed\u0142szy p\u00f3\u0142 mili spotka\u0142em patrol kozak\u00f3w, kt\u00f3rych \u2013 po zamienieniu z nimi strza\u0142\u00f3w, sp\u0119dzi\u0142em z go\u015bci\u0144ca. Pop\u0119dziwszy kilkaset krok\u00f3w, dotar\u0142em na koniec lasu, gdzie ujrza\u0142em ca\u0142y ob\u00f3z moskiewski, formuj\u0105cy si\u0119 do pochodu przeciwko moim strza\u0142om. Tak zaalarmowawszy ob\u00f3z i podszed\u0142szy jeszcze pod wie\u015b, zobaczy\u0142em mn\u00f3stwo ogni obozu piechoty. Dalej ju\u017c nie szed\u0142em, tylko inn\u0105 drog\u0105, przez las, skierowa\u0142em sw\u00f3j powr\u00f3t bez drogi i szcz\u0119\u015bliwie wr\u00f3ci\u0142em. Po drodze spotka\u0142em pos\u0142any mi na pomoc oddzia\u0142 naszej piechoty, kt\u00f3ry tak\u017ce powr\u00f3ci\u0142 ze mn\u0105.<\/p>\n<p>By\u0142a godzina 2-ga lub 3-cia po p\u00f3\u0142nocy, wszed\u0142em na dziedziniec pa\u0142acu i do jego pokoj\u00f3w. Zasta\u0142em wszystkich \u015bpi\u0105cych, bez \u017cadnej warty. Zbudzi\u0142em jednego z adiutant\u00f3w, pytaj\u0105c gdzie Genera\u0142? Pokaza\u0142 mi go \u015bpi\u0105cego na bilarze (??), ubranego, Tr\u0105ci\u0142em Genera\u0142a, kt\u00f3ry zaspany, obr\u00f3ci\u0142 si\u0119 do mnie i ledwo wys\u0142uchawszy raportu obr\u00f3ci\u0142 si\u0119 do spania.<\/p>\n<p>Odszed\u0142em do obozu i ledwie par\u0119 godzin wypocz\u0105\u0142em, a ju\u017c Moskale zacz\u0119li strzela\u0107 od lasu do naszej piechoty na mo\u015bcie na Styrze, przed pa\u0142acem.<\/p>\n<p><strong>j) Bitwa pod Boremlem<\/strong><\/p>\n<p>R\u00fcdiger, przeszed\u0142szy oko\u0142o 7-mej rano na nasz\u0105 stron\u0119, rozwin\u0105\u0142 ca\u0142\u0105 swoj\u0105 si\u0142\u0119 i atakowa\u0142 30-tu dzia\u0142ami rozstawionymi na pag\u00f3rkach. Nas nikt nie przygotowa\u0142 do przyj\u0119cia bitwy. W obozie wszystko by\u0142o nieprzygotowane, konie rozsiod\u0142ane, \u017cadnego rozkazu do gotowo\u015bci. Dopiero, gdy artyleria moskiewska zacz\u0119\u0142a puszcza\u0107 granaty na pa\u0142ac boremelski, przys\u0142ano rozkaz do wyst\u0105pienia \u2013 alarm w ca\u0142ym obozie. Przys\u0142ano \u017co\u0142nierzom w\u00f3dk\u0119, kt\u00f3r\u0105 pili na ochot\u0119, cz\u0119stowano ich bez miary, co zaszkodzi\u0142o bardzo w utrzymaniu porz\u0105dku. Czym pr\u0119dzej siod\u0142ano konie, ju\u017c kule pada\u0142y mi\u0119dzy szwadrony, pijani \u017co\u0142nierze wsiadali na ko\u0144 pod strza\u0142ami armatnimi.<\/p>\n<p>Siedli\u015bmy na ko\u0144 ko\u0142o 8-mej godziny i pomaszerowali\u015bmy w stron\u0119, sk\u0105d Moskale nadci\u0105gali z przeprawy przez most poni\u017cej Boremla. Wyst\u0105pili\u015bmy do boju w sze\u015b\u0107 szwadron\u00f3w regularnych i trzy Krakus\u00f3w przeciwko dywizji czterech pu\u0142k\u00f3w kawalerji, trzydziestu dzia\u0142om i batalionowi piechoty \u2013 opr\u00f3cz kozak\u00f3w rozsypanych po skrzyd\u0142ach, &#8211; dzia\u0142 mieli\u015bmy na placu pi\u0119\u0107, gdy\u017c reszta przed pa\u0142acem ostrzeliwa\u0142a si\u0119 Moskalom; p\u00f3\u017aniej przyby\u0142o jeszcze kilka dzia\u0142, a wszystkich by\u0142o ich u nas osiemna\u015bcie: w\u0142asnych sze\u015b\u0107, zdobytych pod Stoczkiem i po drodze reszta. Dzia\u0142a nasze by\u0142y pod dow\u00f3dztwem Majora J\u00f3zefa Puzyny. Moskale 30 armat ustawili na wzg\u00f3rku, a przeciwko nam sz\u0142a ich kawaleria, dragoni i huzarzy czerwoni. Po kilkunastu strza\u0142ach armatnich cztery szwadrony nasze prawoskrzyd\u0142owe, poni\u00f3s\u0142szy straty w ludziach, ust\u0105pi\u0142y z placu, zosta\u0142y tylko dwa szwadrony mojego pu\u0142ku i jeden szwadron Krakus\u00f3w w sile oko\u0142o 100 koni. Na nas szed\u0142 pu\u0142k dragon\u00f3w z sze\u015bciu szwadron\u00f3w z\u0142o\u017cony, drugi pu\u0142k huzar\u00f3w czerwonych obok, &#8211; na tych mieli uderzy\u0107 Krakusi; &#8211; tak nier\u00f3wna szansa. Front nasz ma\u0142o bardzo m\u00f3g\u0142 zaj\u0105\u0107, a musieli\u015bmy wstrzyma\u0107 atak i p\u00f3j\u015b\u0107 naprz\u00f3d do szar\u017cy, gdy\u017c to wielki awanta\u017c [7] w kawalerji, kto szybko uderza.<\/p>\n<p>Przypu\u015bcili\u015bmy ich na kilkaset krok\u00f3w i na ca\u0142y pu\u0142k dragon\u00f3w uderzyli\u015bmy. Lance nasze bardzo skutecznie podzia\u0142a\u0142y, cz\u0119\u015b\u0107 zaj\u0119t\u0105 rozbili\u015bmy, a Krakusy swoj\u0105. Wpad\u0142szy w ca\u0142y front pu\u0142ku dragon\u00f3w zostawili\u015bmy obok pu\u0142k huzar\u00f3w niezaj\u0119ty, kt\u00f3ry zaraz obr\u00f3ci\u0142 i zaj\u0105\u0142 nam ty\u0142y. My p\u0119dzili\u015bmy dragon\u00f3w rozbitych przed sob\u0105, a huzary doganiali nas i r\u0105bali w plecy.<\/p>\n<p>W tym zamieszaniu us\u0142ysza\u0142em niedaleko na prawo s\u0142owa komendy rosyjskiej i pomkn\u0105\u0142em w t\u0119 stron\u0119. Nagle stan\u0105\u0142em oko w oko z genera\u0142em rosyjskim, komenderuj\u0105cym dywizj\u0105, jak m\u00f3wili potem je\u0144cy, nazywa\u0142 si\u0119 P\u0142atow Przy nim k\u0142usowali ku mnie adiutant, oficer i \u017co\u0142nierze. Rzuci\u0142em si\u0119 na nich z podniesionym w g\u00f3r\u0119 pa\u0142aszem i z krzykiem, aby si\u0119 poddali. Rozskoczyli si\u0119 przyboczni, a genera\u0142 sam pozosta\u0142. Dopad\u0142szy go zacz\u0105\u0142em go r\u0105ba\u0107 i siec, jak mog\u0142em najszczerzej, on nie parowa\u0142, tylko szuka\u0142 w olstrach pistolet\u00f3w i wo\u0142a\u0142 \u201epardon!\u201d Nie by\u0142o czasu w otoczeniu Moskali bra\u0107 go do niewoli, chcia\u0142em koniecznie zsadzi\u0107 go z konia, ale nie mog\u0142em go tak pchn\u0105\u0107, by spad\u0142. Mia\u0142em pa\u0142asz lekki i r\u0105ba\u0142em go w zapale po plecach, a on posuwa\u0142 si\u0119 ku swoim. Wtem spostrzeg\u0142em koleg\u0119 mego Porucznika Pisarskiego (??) , p\u0119dz\u0105cego opodal, wi\u0119c krzykn\u0105\u0142em na niego \u201er\u0105baj tego diab\u0142a\u201d! Zaraz go podjecha\u0142 i r\u0105bn\u0105\u0142 w twarz z prawego boku, tak, \u017ce ten spad\u0142 z konia. Psarski konia uchwyci\u0142 i pop\u0119dzi\u0142 z nim do Dwernickiego.<\/p>\n<p>Ja musia\u0142em dalej za swoimi szar\u017cowa\u0107, otoczony ze wszystkich stron Moskalami. Gdy ju\u017c swoich dogania\u0142em, spotka\u0142em si\u0119 z huzarami. Obskoczyli mnie, a stary podoficer r\u0105bn\u0105\u0142 mnie w twarz z lewego boku tak silnie, \u017ce mi broda obwis\u0142a, a w oczach \u015bwieczki stan\u0119\u0142y. Ledwie si\u0119 op\u0119dzi\u0142em, p\u0119dz\u0105c za swoimi, kt\u00f3rzy ju\u017c daleko zapu\u015bcili si\u0119 za Moskalami, dobry ma\u0142y bu\u0142anek nie da\u0142 si\u0119 dop\u0119dzi\u0107, a\u017c si\u0119 dosta\u0142em na wolniejsze miejsce, wp\u0119dziwszy si\u0119 daleko mi\u0119dzy szeregi moskiewskie, stoj\u0105ce w drugiej linii. Zmiarkowa\u0142em, \u017ce trzeba co\u015b pomy\u015ble\u0107 o powrocie, zacz\u0105\u0142em zwo\u0142ywa\u0107 swoich \u017co\u0142nierzy, do frontu ich ustawia\u0107; ledwo kilkunastu zebra\u0142em, Zobaczywszy mnie rannego i krwi\u0105 zbroczonego zacz\u0119li si\u0119 ze mn\u0105 naradza\u0107, jakby si\u0119 dosta\u0107 do swoich, bo Moskale, zostawiwszy nas z ty\u0142u za swoim frontem byli ju\u017c pewni, \u017ce nas wy\u0142api\u0105 i pos\u0142ali szwadron, rozsypany w dwa szeregi, aby tylko t\u0105 luk\u0105 mi\u0119dzy nimi nas przepu\u015bci\u0107 lub do niewoli zabra\u0107. Nie by\u0142o wyboru, tylko przebija\u0107 si\u0119 do swoich. Kilku odwa\u017cniejszych \u017co\u0142nierzy stan\u0119\u0142o ko\u0142o mnie i w pi\u0119ciu pu\u015bcili\u015bmy si\u0119 tak\u0105 ulic\u0105 pod strza\u0142ami karabinkowymi, p\u0119dz\u0105c ku swoim. Moskale, traktuj\u0105c nas strza\u0142ami, przepuszczali nas bez natarcia na nas \u2013 trzech nas wysz\u0142o, reszta pad\u0142a.<\/p>\n<p>Gdy min\u0105\u0142em daleko Moskali, ko\u0144 m\u00f3j odm\u00f3wi\u0142 pos\u0142usze\u0144stwa, rozpar\u0142 si\u0119 i ani kroku post\u0105pi\u0107 nie chcia\u0142. Zlaz\u0142em z niego i powoli prowadzi\u0142em go w r\u0119ku. By\u0142em oblany krwi\u0105, ranny w brod\u0119 od pa\u0142asza i pchni\u0119ty w praw\u0105 r\u0119k\u0119 lanc\u0105 przez huzara. Krew uchodz\u0105ca os\u0142abi\u0142a mnie, &#8211; szed\u0142em sk\u0105d s\u0142ysza\u0142em strza\u0142y naszych armat. Oszo\u0142omiony i rozbity szed\u0142em z koniem wprost na nasze armaty, kt\u00f3re ci\u0105gle strzela\u0142y. Kanonier od dow\u00f3dcy baterii J\u00f3zefa Puzyny krzyczy na mnie, abym si\u0119 na bok ust\u0105pi\u0142, ledwie zrozumia\u0142em, o co chodzi i uszed\u0142em \u015bmierci od naszych kul.<\/p>\n<p>Znalaz\u0142szy si\u0119 mi\u0119dzy swymi spotka\u0142em mego ordynansa, nazwiskiem Sobieski, sta\u0142 z koniem, by\u0142 pijany, trzyma\u0142 dzbanek w\u00f3dki w gar\u015bci. Widz\u0105c mnie zbroczonego krwi\u0105 na twarzy i chc\u0105c mi ulg\u0119 przynie\u015b\u0107, prosto z dzbanka chlupn\u0105\u0142 mi w oczy w\u00f3dk\u0105 na twarz. Tak silnie, \u017ce upad\u0142em na ziemi\u0119 uczuwszy mocne gryzienie w oczach. Nie pami\u0119tam, jak d\u0142ugo na ziemi le\u017ca\u0142em, poratowa\u0142 mnie, podni\u00f3s\u0142 i zacz\u0105\u0142 rozcina\u0107 r\u0119kaw, aby r\u0119k\u0119 opatrzy\u0107. W\u00f3dk\u0105 rany poobmywa\u0142, bo wody nie by\u0142o, pozawija\u0142 czym mia\u0142, zatamowa\u0142 krew i wyszed\u0142em orze\u017awiony do plutonu, z kt\u00f3rego ma\u0142o co zosta\u0142o. Po powrocie do obozu obrachowano ludzi \u2013 z dw\u00f3ch szwadron\u00f3w, licz\u0105cych 300-tu ludzi, zosta\u0142o zdrowych ledwie 80-ciu..<\/p>\n<p>Gdy zapanowa\u0142 spok\u00f3j w obozie poszed\u0142em z ko\u0144mi do Boremla, tam w domu \u017cydowskim, zemdla\u0142em.<\/p>\n<p><strong>k) Po bitwie, marsz ku granicy<\/strong><\/p>\n<p>Poczciwa \u017cyd\u00f3wka \u0142y\u017ck\u0105 otworzy\u0142a mi usta i poda\u0142a wody, &#8211; by\u0142o to ju\u017c w nocy. Gdy wsta\u0142em oko\u0142o 3-ej rano, zatr\u0105biono \u201ena ko\u0144\u201d. Poszed\u0142em do pa\u0142acu, aby si\u0119 dowiedzie\u0107, gdzie pomaszerujemy. Zasta\u0142em sienie pe\u0142ne rannych, nie dowiedzia\u0142em si\u0119 jednak niczego. Wr\u00f3ci\u0142em do koni, a widz\u0105c rozpoczynaj\u0105cych wymarsz wsiad\u0142em na ko\u0144 i szuka\u0142em swego pu\u0142ku. Kazano formowa\u0107 cztery plutony, a Kapitan Lauda\u0144ski, t\u0119gi oficer, kt\u00f3ry obj\u0105\u0142 dow\u00f3dztwo, odda\u0142 po dwa plutony nam dwom, jedynym pozosta\u0142ym oficerom, tj. Psarskiemu i mnie. Kazano nam rejterowa\u0107, ci\u0119\u017cko rannych pozostawiono w pa\u0142acu i po miasteczku, reszta pok\u0142ad\u0142a si\u0119 na wozach i furgonach.<\/p>\n<p>Tak ju\u017c do granicy maszerowali\u015bmy, ja nieopatrzony, z r\u0119k\u0105 na temblaku, spuchni\u0119t\u0105. Ledwie wsi\u0105\u015b\u0107 na konia mog\u0142em. Rozpr\u0119\u017cenie wkrada\u0142o si\u0119 coraz wi\u0119ksze, korpus nie mia\u0142 wyg\u00f3d \u017cycia ani subordynacji. Maszerowali\u015bmy ku Galicji, w stron\u0119 Kamie\u0144ca Podolskiego. Gdy pod Ko\u0142odnem dop\u0119dzili nas Moskale nie by\u0142o ju\u017c podobie\u0144stwa sformowania linji bojowej. Rada wojenna postanowi\u0142a schroni\u0107 si\u0119 do Galicji. Ja, zameldowany jako ranny i wiedz\u0105c, \u017ce rannych do Zbara\u017ca odsy\u0142aj\u0105, prosi\u0142em Genera\u0142a, aby mi pozwoli\u0142 samemu przej\u015b\u0107 granic\u0119. Otrzymawszy to pozwolenie wdrapa\u0142em si\u0119 ze spuchni\u0119t\u0105 praw\u0105 r\u0119k\u0105, nie opatrywan\u0105 przez dni czterna\u015bcie od bitwy Boremelskiej, na konia i jecha\u0142em za wozami rannych z lud\u017ami \u015bci\u0105gaj\u0105cymi w porz\u0105dku do Galicji, do pomocy w \u2026\u2026.. ,\u017co\u0142nierz osobno jecha\u0142 ze mn\u0105.<\/p>\n<p>[4] Ariergarda = przedni oddzia\u0142<\/p>\n<p>[5] Wideta = szpica, warta etc<\/p>\n<p>[6] Grandgarda = g\u0142\u00f3wna warta<\/p>\n<p>[7] Awanta\u017c = przewaga<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>7. W Galicji<\/strong><\/p>\n<p>Tutaj spotka\u0142em stra\u017cnika, kt\u00f3rego zna\u0142em ze szk\u00f3\u0142 w Tarnopolu, nazywa\u0142 si\u0119, jak mi si\u0119 zdaje, Polakiewicz. Ten pozna\u0142 mnie zaraz, otworzy\u0142 rogatk\u0119 i odprowadzi\u0142 mnie do dworu, razem z rannymi i lu\u017anymi ko\u0144mi. Tu przyj\u0119to mnie jak najgo\u015bcinniej. Pani Cyrklewiczowa (\u0106wikli\u0144ska?), poczciwa kobieta, zobaczywszy moj\u0105 ran\u0119 na brodzie i dzikie mi\u0119so na r\u0119ku, sama mi ran\u0119 opatrzy\u0142a, a dzikie mi\u0119so zasypa\u0142a cukrem i da\u0142a mi bryczk\u0119 i konie do Zarubiniec odleg\u0142ych o mil\u0119, gdzie mieszka\u0142 Wojciech Czechowicz. \u017bo\u0142nierza zostawi\u0142em przy rannych, a sam jecha\u0142em z ordynansem s\u0142u\u017c\u0105cym Sobieskim, upi\u0105wszy konie za bryczk\u0105,- pewien pisarz w Galicji, kt\u00f3ry s\u0142u\u017cy\u0142 w wojsku, przy\u0142\u0105czy\u0142 si\u0119 do mnie. Jechali\u015bmy w mundurach i mieli\u015bmy bro\u0144. Spotkali\u015bmy huzar\u00f3w austryjackich na widecie, kt\u00f3rzy sprzyjali nam bardzo, &#8211; ci przepu\u015bcili nas bez zapytania.<\/p>\n<p>W Zarubi\u0144cach u Czechowicza zasta\u0142em licznych go\u015bci, &#8211; pami\u0119tam Cho\u0142oniewskich, Mniszk\u00f3w, Kownackich opr\u00f3cz innych. Ci znie\u015bli mnie z bryczki, rozebrali, dali swoj\u0105 bielizn\u0119 i po\u0142o\u017cyli do \u0142\u00f3\u017cka. Zaraz wys\u0142ano pos\u0142a\u0144ca do Ojca do Ro\u017cysk z moim listem. Po kilku dniach przyjecha\u0142 Ojciec i zabra\u0142 mnie do siebie.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>8. W domu<\/strong><\/p>\n<p>Dowiedzia\u0142em si\u0119, \u017ce Dwernicki w Kleban\u00f3wce z\u0142o\u017cy\u0142 bro\u0144 Austryjakom. Czeka\u0142em kilkana\u015bcie dni u rodzic\u00f3w, aby znale\u017a\u0107 sposobno\u015b\u0107 powrotu do Warszawy. W tym czasie przyjecha\u0142 do Ro\u017cysk J\u00f3zef Puzyna z patentem dla mnie od Dwernickiego \u2013 na krzy\u017c lub na rang\u0119 wy\u017csz\u0105, wyb\u00f3r odda\u0142 do decyzji mego Ojca. Ojciec zapyta\u0142 mnie, czego chc\u0119, lecz ja zostawi\u0142em wyb\u00f3r do woli Ojca, poniewa\u017c nie bi\u0142em si\u0119 dla krzy\u017ca i wszystko jedno mi by\u0142o, co Ojciec wybierze. Wobec tego, \u017ce wszyscy otrzymali dekoracj\u0119, wybrali\u015bmy awans, z kt\u00f3r\u0105 to nominacj\u0105 mia\u0142em jecha\u0107 do Warszawy.<\/p>\n<p>Nie opisa\u0142em jeszcze rezultat\u00f3w bitwy pod Boremlem. Zdobyli\u015bmy kilkana\u015bcie armat i utrzymali\u015bmy plac boju tylko dzi\u0119ki tch\u00f3rzostwu Moskali i \u0142askawo\u015bci R\u00fcdigera, kt\u00f3ry nas wypu\u015bci\u0142. \u017badnej komendy, ani porz\u0105dku w boju po naszej stronie nie by\u0142o. Odwa\u017cny Dwernicki nie by\u0142 zdatnym dow\u00f3dc\u0105 korpusu, a obsadziwszy si\u0119 adiutantami pozwala\u0142 im robi\u0107 ze sob\u0105, co chcieli.<\/p>\n<p>Po pi\u0119ciu latach niebytno\u015bci w domu, dozna\u0142em w nim wiele przyjemno\u015bci, ale trwa\u0142o to kr\u00f3tko, bo po czternastu dniach, po\u015bwi\u0119conych wykurowaniu si\u0119, trzeba by\u0142o powraca\u0107 do Warszawy, gdzie wszyscy zd\u0105\u017cali na dalszy b\u00f3j z Moskalami.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>9. Powr\u00f3t do powstania<\/strong><\/p>\n<p>Po wykurowaniu si\u0119 jecha\u0142em w siedmiu ludzi i kilkana\u015bcie koni ku granicy. Odwozi\u0142a mnie Matka, kt\u00f3ra wzi\u0119\u0142a mnie z sob\u0105 do kocza. Jecha\u0142o ze mn\u0105 paru ochotnik\u00f3w z Wo\u0142ynia i Rosji, mi\u0119dzy nimi m\u0142ody Nakorecki z Podola. Mia\u0142em ze sob\u0105 dw\u00f3ch ludzi i konie do wozu z ca\u0142ym rynsztunkiem. Tak jechali\u015bmy do granicy polskiej bez \u017cadnej przeszkody. Na samej granicy mieszkali Rojowscy, od nich mieli\u015bmy si\u0119 przeprawi\u0107 przez granic\u0119 noc\u0105.<\/p>\n<p>Brat m\u00f3j Franciszek z koniem by\u0142 z nami i chcia\u0142 koniecznie przej\u015b\u0107 ze mn\u0105 do wojska, ale \u017ce by\u0142 za m\u0142ody (urodzony w lipcu 1814) i s\u0142abowity, nie chcia\u0142em go zabra\u0107. Wstawszy wi\u0119c do dnia z przewodnikami, razem z ko\u0144mi przekradli\u015bmy si\u0119 szcz\u0119\u015bliwie przez granic\u0119 w okolicy Zawichostu i dojechali\u015bmy do pierwszej wsi polskiej. Zajechali\u015bmy do jakiego\u015b dworku bardzo rano, a obudziwszy tam czelad\u017a dworsk\u0105, za\u017c\u0105da\u0142em przewodnika i fury pod nas. Wypytawszy si\u0119, w kt\u00f3rej stronie byli Moskale, ruszyli\u015bmy st\u00f3jkami w drog\u0119 do Warszawy. Zawsze w obawie, aby nas gdzie\u015b nie z\u0142apano. Tak jechali\u015bmy do Wis\u0142y bez przeszkody, bior\u0105c ci\u0105gle fury i przewodnik\u00f3w; mia\u0142em ze sob\u0105 sze\u015b\u0107 koni i czterech ludzi. Za Wis\u0142\u0105 by\u0142em ju\u017c spokojniejszy, jecha\u0142em noc i dzie\u0144 spiesz\u0105c do Warszawy na lini\u0119 bojow\u0105.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>10. W Warszawie<\/strong><\/p>\n<p>Straci\u0142em czas pi\u0119tnastu dni, wr\u00f3ciwszy zasta\u0142em armi\u0119 polsk\u0105, wracaj\u0105c\u0105 z pod Ostro\u0142\u0119ki, bardzo nadwyr\u0119\u017con\u0105. Obozowali dooko\u0142a Warszawy po wsiach i w polu.<\/p>\n<p>Doje\u017cd\u017caj\u0105c do Warszawy i przybywszy na przedmie\u015bcie, zwane Burak\u00f3w, spotka\u0142em mego stryjecznego brata J\u00f3zefa, id\u0105cego ulic\u0105 tej wsi w mundurze jazdy lubelskiej. By\u0142 on zbiedzony i smutny, jako podoficer ci\u0119\u017ck\u0105 pe\u0142ni\u0142 s\u0142u\u017cb\u0119. U\u015bcisn\u0105wszy go, pyta\u0142em o braci moich Wincentego i Wiktora z tego\u017c, co i on pu\u0142ku. Wincenty, starszy i Wiktor, m\u0142odszy zaci\u0105gn\u0119li si\u0119 byli w Lublinie do 10-go pu\u0142ku u\u0142an\u00f3w, zwanych lubelsk\u0105 jazd\u0105, &#8211; obaj byli ju\u017c oficerami. Chcia\u0142em si\u0119 z nimi zobaczy\u0107, a przy tym mia\u0142em dla nich \u015bwie\u017ce konie, kt\u00f3re im chcia\u0142em pooddawa\u0107. Stali w tej samej wsi, przez kt\u00f3r\u0105 przeje\u017cd\u017ca\u0142em. J\u00f3zef zaprowadzi\u0142 mnie do ich kwatery.<\/p>\n<p>Tu zasta\u0142em, opr\u00f3cz braci pokotem le\u017c\u0105cych kilkunastu oficer\u00f3w, mi\u0119dzy nimi znajomych: Rulikowskiego, Zag\u00f3rskiego, Komorowskiego. Przywitanie by\u0142o serdeczne , wypytywa\u0144 pe\u0142no i rado\u015b\u0107 ze znalezienia si\u0119 w dobrem zdrowiu. Opowiedzieli mi o stanie wojska, konia Wiktorowi odda\u0142em i ruszyli\u015bmy do miasta bo mia\u0142em ochotnik\u00f3w i sam \u0142azi\u0107 nie chcia\u0142em.<\/p>\n<p>Tu by\u0142 k\u0142opot, gdzie si\u0119 ulokowa\u0107, taki by\u0142 rozgardiasz i nat\u0142ok wa\u0142\u0119saj\u0105cych si\u0119 ludzi w Warszawie, \u017ce trudno by\u0142o gdzie\u015b si\u0119 umie\u015bci\u0107. Stan\u0105\u0142em w zaje\u017adzie i poszed\u0142em do Komisji Wojny, aby si\u0119 zameldowa\u0107. W zapale i nadziei braterskiego przywitania oraz jak naj\u015bpieszniejszego umieszczenia zosta\u0142em zawiedziony, bo gdym si\u0119 zameldowa\u0142, kazano mi jecha\u0107 do Rezerwy w Skierniewicach, gdzie si\u0119 mia\u0142 korpus Dwernickiego formowa\u0107, a wi\u0119c o 8 mil w tyle za wielk\u0105 armi\u0105. Nie przyj\u0105\u0142em tego rozkazu i pokaza\u0142em nominacj\u0119 na porucznika; t\u0119 odrzucili, twierdz\u0105c, \u017ce awansu Dwernickiego nie uznaj\u0105; zgo\u0142a pu\u015bcili mnie na w\u0142asne umieszczenie si\u0119 i spryt. Dano mi kart\u0119 na kwater\u0119 i z tym odszed\u0142em.<\/p>\n<p>Stan\u0105wszy kwater\u0105 na ulicy D\u0142ugiej, a chc\u0105c by\u0107 u\u0142anem, stara\u0142em si\u0119 zapisa\u0107 do kt\u00f3rego\u015b pu\u0142ku u\u0142an\u00f3w, ale nigdzie nie mog\u0142em znale\u017a\u0107 miejsca. Zasta\u0142em wsz\u0119dzie ponad komplet oficer\u00f3w i odmown\u0105 odpowied\u017a. Min\u0119\u0142o tak kilka dni, &#8211; Warszawa przepe\u0142niona lud\u017ami z obozu, przedstawia\u0142a widok rozpr\u0119\u017cenia i dezorganizacji. W ci\u0105gu tych poszukiwa\u0144, dowiedzia\u0142em si\u0119 o rozkazie wymarszu pu\u0142k\u00f3w pod Jankowskim na R\u00fcdigera w stron\u0119 Siedlec i Ka\u0142uszyna. Wszyscy mieli wyrusza\u0107 do obozu na swoje stanowiska.<\/p>\n<p>D\u0142u\u017cej wyczekiwa\u0107 nie mog\u0142em i zdecydowa\u0142em si\u0119 wr\u00f3ci\u0107 do swego dawnego pu\u0142ku Gwardii Strzelc\u00f3w Konnych. Poszed\u0142em do Pu\u0142kownika Zielonki i prosi\u0142em o umieszczenie mnie, gdy\u017c nazajutrz pu\u0142k wychodzi\u0142. Ten przyj\u0105\u0142 mnie bardzo grzecznie i przeznaczy\u0142 do 4-go szwadronu pod komend\u0119 Kapitana Go\u0142harstowskiego , do kt\u00f3rego mnie odes\u0142a\u0142. Tego zna\u0142em dawniej. By\u0142 on bardzo ostry i nie lubiany w pu\u0142ku, bo wielki gbur; poza tym nie lubi\u0142 mnie jeszcze z dawniejszych musztr Szko\u0142y Podchor\u0105\u017cych. Gdy zameldowa\u0142em si\u0119 u niego z pismem od Pu\u0142kownika, kaza\u0142 mi zaraz 4-ty pluton mego szwadronu odebra\u0107 i by\u0107 gotowym na jutro do wymarszu. Nie mog\u0105c si\u0119 tak pr\u0119dko przygotowa\u0107 do marszu, wyprosi\u0142em sobie jeden dzie\u0144 op\u00f3\u017anienia i przygotowawszy si\u0119 wymaszerowa\u0142em za pu\u0142kiem, kt\u00f3ry dop\u0119dzi\u0142em, stoj\u0105cy w obozie, o kilka mil od Warszawy.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>11. W armii Jankowskiego<\/strong><\/p>\n<p><strong>a) Rekonesans<\/strong><\/p>\n<p>Tu zasta\u0142em porz\u0105dek inny jak u Dwernickiego, tylko mniej kole\u017ce\u0144stwa. Zaraz drugiego dnia pod wiecz\u00f3r wykomenderowano mnie z plutonem na rekonesans w nocy. By\u0142o to pod Siedlcami. Wyst\u0105pi\u0142em przed namiot Genera\u0142a Millera, w\u00f3wczas komendanta brygady \u2013 tam wszed\u0142em i zameldowa\u0142em si\u0119. Zaraz roz\u0142o\u017cy\u0142 map\u0119, pokaza\u0142 mi wszystkie przeprawy i wsie w okolicy, pokazywa\u0142, kt\u00f3r\u0119dy mam przechodzi\u0107 i dok\u0105d mam i\u015b\u0107, przedstawi\u0142 mi wa\u017cno\u015b\u0107 mego patrolu i kaza\u0142 dotrze\u0107 do punktu \u2026\u2026\u2026\u2026\u2026\u2026 i zda\u0107 raport, gdzie stoi ob\u00f3z moskiewski i w jakiej sile. Mia\u0142em przed sob\u0105 pi\u0119\u0107 mil drogi w ciemn\u0105 noc, w okolicy obcej. Wyszed\u0142szy ze Siedlec o mil\u0119, sp\u0119dzi\u0142em widet\u0119 kozack\u0105. Id\u0105c dalej, doszed\u0142em do wsi, gdzie na pag\u00f3rku by\u0142 dw\u00f3r o\u015bwietlony. Tam sotnia kozak\u00f3w by\u0142a przy wieczerzy. Na alarm m\u00f3j porzucili niedojedzone potrawy i uciekli.<\/p>\n<p>Bardzo dobrze przyj\u0119ty, prosi\u0142em w tym dworze o przewodnika do dalszego marszu, dali mi parobka na koniu i z tym dalej maszerowa\u0142em. Doszed\u0142szy do jakiego\u015b m\u0142yna, zasta\u0142em most zepsuty, ledwie, \u017ce po dylach konie przeprowadzi\u0142em. Pozostawiwszy wart\u0119 przy m\u0142ynie, sam pomaszerowa\u0142em dalej, s\u0142ysz\u0105c woko\u0142o t\u0119tent i r\u017cenie kozackich koni. Tak wjecha\u0142em w las, poczym ju\u017c niedaleko dojecha\u0142em do cha\u0142upy tej wsi, do kt\u00f3rej dojecha\u0107 mia\u0142em rozkaz. Wypytawszy si\u0119, co s\u0142ycha\u0107, gdzie stoj\u0105 Moskale i w jakiej liczbie, zawr\u00f3ci\u0142em. W powrotnej drodze nie by\u0142em napastowanym i szcz\u0119\u015bliwie nad ranem wr\u00f3ci\u0142em do Siedlec.<\/p>\n<p><strong>b) Nieudany manewr przeciw R\u00fcdigerowi<\/strong><\/p>\n<p>Tymczasem tutaj nie zasta\u0142em ju\u017c obozu, ani wiadomo\u015bci, gdzie poszli,- musia\u0142em \u015bladami maszerowa\u0107 i ledwie po trzynastu milach marszu, zd\u0105\u017cy\u0142em do swoich. Ob\u00f3z nasz wyszed\u0142 by\u0142 do dnia na spotkanie nieprzyjaciela. Wkr\u00f3tce po wyj\u015bciu moim pos\u0142ano za mn\u0105 podoficera, aby mnie zawr\u00f3ci\u0142, ten jednak, nie dop\u0119dziwszy mnie, przepad\u0142. P\u0119dzi\u0142em za pu\u0142kiem i obozem ze swoim baga\u017cem i ko\u0144mi, kt\u00f3re w Siedlcach odszuka\u0142em. Genera\u0142 Miller u\u015bcisn\u0105\u0142 m\u0105 r\u0119k\u0119 i powt\u00f3rzy\u0142, \u017ce mia\u0142 mnie za przypad\u0142ego. Wytchn\u0105wszy koniom i ludziom, ju\u017c dalej z pu\u0142kiem maszerowa\u0142em. Przybyli\u015bmy na czas, kiedy bitwa si\u0119 ko\u0144czy\u0142a i R\u00fcdiger wyszed\u0142 z zasadzki skutkiem z\u0142ego manewru Jankowskiego, kt\u00f3ry potem wr\u00f3ci\u0142 do Warszawy i zosta\u0142 oddany pod s\u0105d wojenny.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>12. W armii Genera\u0142a Rybi\u0144skiego<\/strong><\/p>\n<p>Tu ju\u017c zacz\u0105\u0142 si\u0119 upadek ducha w wojsku i rozprz\u0119\u017cenie przy ci\u0105g\u0142ych zmianach dow\u00f3dc\u00f3w i zbli\u017caniu si\u0119 Moskali pod Warszaw\u0119. Pod komend\u0105 Genera\u0142a Rybi\u0144skiego wys\u0142ano nas ku Modlinowi dla przeszkodzenia Moskalom w przej\u015bciu przez Wis\u0142\u0119 ku Warszawie. Pod Raci\u0105\u017cem spotkali\u015bmy gwardi\u0119 rosyjsk\u0105 \u2013 tych samych, kt\u00f3rzy stali w Warszawie razem z nami. Wyst\u0105pili\u015bmy przeciwko nim, ale po kilkunastu strza\u0142ach armatnich ust\u0105pili\u015bmy z placu bez przyczyny, nie przyjmuj\u0105c bitwy. St\u0105d poszli\u015bmy do P\u0142ocka i tam czekali\u015bmy kilka dni nieczynnie. Most postawiony na Wi\u015ble dla przeprawy naszej by\u0142 nam nieu\u017cytecznym, gdy\u017c ju\u017c Moskale, przeprawiwszy si\u0119 poni\u017cej, szli pod Warszaw\u0119 i wzi\u0119li j\u0105 szturmem.. My zostali\u015bmy, nie wiedz\u0105c dla czego, nieczynni.<\/p>\n<p>Pod P\u0142ockiem zacz\u0119\u0142o si\u0119 formalne bezkr\u00f3lewie i anarchia w armii. Genera\u0142 Humi\u0144ski og\u0142asza\u0142 si\u0119 wodzem naczelnym, przeje\u017cd\u017ca\u0142 po obozie z muzyk\u0105, chcia\u0142 odbiera\u0107 Warszaw\u0119 i przez most przechodzi\u0107, &#8211; wielu zebra\u0142 zwolennik\u00f3w, kt\u00f3rzy przeszli na jego stron\u0119. Rybi\u0144ski musia\u0142 si\u0119 obstawi\u0107 wart\u0105 i czeka\u0142, co wypadnie, &#8211; przed mostem postawiono dzia\u0142a, aby nie dopu\u015bci\u0107 do przej\u015bcia za Wis\u0142\u0119. Z Rady Wojennej wypad\u0142o, \u017ce ju\u017c dalej bi\u0107 si\u0119 nie mo\u017cemy, postanowiono wej\u015b\u0107 do Prus. To zniech\u0119ci\u0142o \u017co\u0142nierzy, zacz\u0119li dezerterowa\u0107 w r\u00f3\u017cne strony, \u0142ami\u0105c bro\u0144.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>13<\/strong>. <strong>Przej\u015bcie granicy pruskiej<\/strong><\/p>\n<p>Tak przerzedzonymi szeregami zbli\u017cali\u015bmy si\u0119 do granicy Prus. Kilkadziesi\u0105t armat, do 10000 wojska stan\u0119\u0142o na granicy. Wystrzelawszy amunicj\u0119 od armat weszli\u015bmy do Prus, gdzie pu\u0142k huzar\u00f3w pruskich zwanych czarnym, przyj\u0105\u0142 nas i wszelk\u0105 bro\u0144 i rekwizyty zabra\u0142, \u017co\u0142nierzy rozbrajano, oficerowie pozostali z broni\u0105. Kazano nam odby\u0107 14 dniow\u0105 kwarantann\u0119 z powodu cholery. Ustawiono nas w polu pod Strasburgiem i karmiono sk\u0105po, otoczy\u0142a nas piechota pruska. Konie kazano odprowadzi\u0107 na pastwisko, mo\u017ce jako m\u00f3wi\u0105cego po niemiecku odkomenderowano do odprowadzenia ich. \u017bo\u0142nierze, przechodz\u0105c przez wsie niemieckie przefacjendowali je na gorsze z Prusakami. By\u0142 to moment rozpaczy i \u017calu og\u00f3lny; \u017co\u0142nierze przeklinali starszyzn\u0119 i p\u0142akali.<\/p>\n<p>Nie maj\u0105c funduszu na utrzymanie si\u0119 i przygotowanie do powrotu, wybra\u0142em z plutonu dwa lepsze konie, maj\u0105c swoich trzy i posprzedawa\u0142em za bezcen opr\u00f3cz ogiera anglizowanego, za kt\u00f3rego wzi\u0105\u0142em trzysta talar\u00f3w. Po\u0142\u0105czywszy si\u0119 z Paw\u0142em K\u0119szyckim (??), dawnym oficerem, kupili\u015bmy furgon i zabrawszy ludzi swoich oraz Nahorskiego z Podola, wyrobili\u015bmy sobie paszporty i w pi\u0119\u0107 koni ruszyli\u015bmy drog\u0105 przepisan\u0105 do Galicji. Po\u0142\u0105czyli si\u0119 z nami Kazimierz Szeliski, Piotr Mochnacki i Samuel Golejewski. Ze Strasburga du\u017co oficer\u00f3w posz\u0142o do Francji w emigracj\u0119, ja nie mia\u0142em ochoty p\u00f3j\u015b\u0107 za granic\u0119.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>14. Powr\u00f3t do kraju<\/strong><\/p>\n<p>Tak dojechali\u015bmy, omijaj\u0105c Lw\u00f3w, na Stanis\u0142aw\u00f3w do K\u0119szyckich do D\u017awiniaczki. Nie maj\u0105c ubioru cywilnego, mog\u0142em tylko zakry\u0107 obszlegi aksamitem. Pojechali\u015bmy wi\u0119c do Czerniowiec, tam si\u0119 ubra\u0142em i uda\u0142em si\u0119 do Milowic, w\u00f3wczas posesji mojego brata Wincentego, a stamt\u0105d do Ro\u017cysk, gdzie u\u015bciska\u0142em Rodzic\u00f3w.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>15. Gospodarstwo<\/strong><\/p>\n<p>Zacz\u0105\u0142em si\u0119 stara\u0107 o zaj\u0119cie, gdy\u017c by\u0142o nas w\u00f3wczas trzech braci nieczynnych. Wzi\u0105\u0142em na sp\u00f3\u0142k\u0119 z Brutusem \u0141adomirskim w posesj\u0119 Taur\u00f3w, z ma\u0142ym funduszem,- tylko kilka kr\u00f3w, wo\u0142\u00f3w i broniak\u00f3w (??). Tu si\u0119 sko\u0144czy\u0142a moja kariera wojskowa i zosta\u0142em w dobrej szkole gospodarstwa w Taurowie. Gospodarowa\u0142em tu dwa lata nic nie straciwszy. Wzi\u0105\u0142em potem od Aleksandra Werszczy\u0144skiego, emigranta, Kolendry ko\u0142o Podhajec. Straciwszy, wynios\u0142em si\u0119 do Kokoszyniec. St\u0105d o\u017ceni\u0142em si\u0119.<\/p>\n<hr \/>\n<p><strong>POS\u0141OWIE<\/strong><\/p>\n<p><em>Pami\u0119tnik Erazma dobrze obrazuje losy \u017co\u0142nierzy Powstania Listopadowego, jak i szczeg\u00f3\u0142y organizacji i szkolenia oddzia\u0142\u00f3w wojska polskiego pod dow\u00f3dztwem W-go Ksi\u0119cia Konstantego \u2013 jeszcze przed wybuchem powstania.. R\u00f3wnie\u017c rzuca nieco \u015bwiat\u0142a na ba\u0142agan organizacyjny w pocz\u0105tkowym okresie powstania, jak i niekompetencj\u0119 i z\u0142e decyzje niekt\u00f3rych dow\u00f3dc\u00f3w, jak i konflikty mi\u0119dzy nimi i cz\u0119ste zmiany w naczelnym dow\u00f3dztwie (co w efekcie przyczyni\u0142o si\u0119 do upadku powstania). Bardzo istotnym jest opis kilku pierwszych dni powstania, gdy Gwardia Strzelc\u00f3w Konnych, w kt\u00f3rej s\u0142u\u017cy\u0142 w\u00f3wczas Erazm, w wyniku braku informacji i zamieszania pierwszych dni powstania uda\u0142a si\u0119 pod dow\u00f3dztwem p\u0142k Czarnomskiego do W-go Ksi\u0119cia Konstantego otoczonego przez pu\u0142ki rosyjskie, i dopiero po 5 dniach do\u0142\u0105czy\u0142a do powstania.. Fakt ten by\u0142 powodem czynionych im agresywnych despekt\u00f3w przez, jak pisze autor, \u201eposp\u00f3lstwo\u201d uzbrojone w bro\u0144 zdobyt\u0105 w arsenale..<\/em><\/p>\n<p><em>Erazm walczy\u0142 w korpusie genera\u0142a Dwernickiego \u2013 w nie udanej wyprawie na Wo\u0142y\u0144. Idea tej wyprawy by\u0142a wielkim b\u0142\u0119dem dow\u00f3dc\u00f3w powstania, gdy\u017c znacznie os\u0142abi\u0142a trzon naszej armii.. Erazm opisuje sw\u00f3j udzia\u0142 w kilku wa\u017cnych i wygranych bitwach, ale \u2013 nie wiem czemu \u2013 nie wspomina nic o Olszynce Grochowskiej, o zwyci\u0119skich bitwach pod Stoczkiem i Iganiami.. Najdok\u0142adniej opisuje przebieg bitwy pod Boremlem. W opisie tym \u2013 te\u017c nie wiem czemu \u2013 krytycznie wyra\u017ca si\u0119 o generale Dwernickim; przecie\u017c w opinii wszystkich historyk\u00f3w jest on uznawany za najlepszego dow\u00f3dc\u0119 powstania! W opinii wielu \u2013 gdyby nie niepotrzebna wyprawa na Wo\u0142y\u0144 i gdyby Dwernickiemu lub te\u017c \u015bwietnemu dow\u00f3dcy \u2013 Pr\u0105dzy\u0144skiemu powierzono dow\u00f3dztwo ca\u0142ej armii \u2013 by\u0142a du\u017ca szansa na wygranie powstania! Dwernicki, gdy by\u0142 ju\u017c na emigracji we Francji, cieszy\u0142 si\u0119 ogromn\u0105 popularno\u015bci\u0105 jako jeden z najlepszych dow\u00f3dc\u00f3w w Europie.. <\/em><\/p>\n<p><em>Wi\u0119cej o \u017cyciu autora pami\u0119tnika oraz o losach jego rodziny mo\u017cna znale\u017a\u0107 w opracowanej przeze mnie i wydanej w r. 2015 ksi\u0105\u017cce \u201eHistoria Rodziny Jordan Rozwadowskich\u201d.<\/em><\/p>\n<p><em>Po Erazmie zachowa\u0142 si\u0119 wspania\u0142y dokument: \u201eInstrukcya\u201d, kt\u00f3r\u0105 otrzyma\u0142 od swego ojca p\u0142k Kazimierza udaj\u0105c si\u0119 w roku 1825 na s\u0142u\u017cb\u0119 wojskow\u0105, a kt\u00f3r\u0105 w roku 1886 przepisa\u0142 dla syna swego Stanis\u0142awa. Poni\u017cej jej tekst w oryginalnej pisowni :<\/em><\/p>\n<p><strong><em>Instrukcya<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em><u>Instrukcya<\/u><\/em><\/strong><strong><em> oyca mego na pami\u0105tk\u0119 do woyska wyprawiai\u0105c dana mi, a na przeciwney stronie obrazka Pana Jezusa Milaty\u0144skiego wypisana z b\u0142ogos\u0142awie\u0144stwem &#8211; w roku 1825.<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>Od Boga wszystko zaczynaj &#8211;<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>Cokolwiek robi\u0107 b\u0119dziesz r\u00f3b z roztropno\u015bci\u0105 &#8211; b\u0105d\u017a ludzki i grzeczny dla Wszystkich, bez poufa\u0142o\u015bci.- Nie wyno\u015b si\u0119 nad innych, wolisz zosta\u0107 ubogim &#8211; Starszym swoim b\u0105d\u017a pos\u0142usznym bez szemrania &#8211; tak zas\u0142u\u017cysz sobie na dobr\u0105 s\u0142aw\u0119.- Z ka\u017cdego stopnia w jakim b\u0119dziesz b\u0105d\u017a kontent &#8211; a nie b\u0119d\u0105 ci si\u0119 przykrzy\u0107 obowi\u0105zki twoie.-<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>W rady \u017cadne nie wdawaj si\u0119 wcale, wi\u0119cey milcz iak m\u00f3w &#8211; ka\u017cdemu dogadzaj ile mo\u017cno\u015bci.-<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>Potrzeba ci mie\u0107 przyjaci\u00f3\u0142, nieszcz\u0119\u015bcie by\u0142oby niezno\u015bnym bez tych, a szcz\u0119\u015bcie ma\u0142o by mia\u0142o powab\u00f3w.- Lecz dosy\u0107 ci b\u0119dzie mie\u0107 iednego, m\u00f3wi\u0119 o przyjacio\u0142ach szczerych i z serca, ale tych kt\u00f3rych ja nazywam powszechniej, tych staraj si\u0119 mie\u0107 tylu, ile b\u0119dziesz zna\u0142 ludzi.-<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>Kochaj Boga z ca\u0142ego serca, niezapominaj o Rodzicach kt\u00f3rzy ci\u0119 b\u0142ogos\u0142awi\u0105 &#8211; aby\u015b z tym uczuciem s\u0142awi\u0142 dzieciom swoim, iak my b\u0142ogos\u0142awimy Tobie.- <\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>Pomnij \u017ce\u015b szlachetnie urodzony, by\u015b si\u0119 nie splami\u0142 jak\u0105 pod\u0142o\u015bci\u0105.<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>1 czerwca 1886 r &#8230;. napisa\u0142em dla Syna Kochanego Stanis\u0142awa<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>Rozwadowski Erazm<\/em><\/strong><\/p>\n<p><strong><em>Amor patria suprema lex est! (Mi\u0142o\u015b\u0107 ojczyzny najwi\u0119kszym z obowi\u0105zk\u00f3w!)<\/em><\/strong><\/p>\n<p><em>Dokument ten przechowywany by\u0142 przez wiele lat w papierach rodzinnych, a we wrze\u015bniu 1930 ofiarowany przez Jana Rozwadowskiego (syna Bart\u0142omieja) pra-prawnukowi (ze strony matki) Erazma &#8211; Erazmowi Rozwadowskiemu w dniu jego chrzcin. Obecnie dokument ten jest nadal w posiadaniu Erazma . <\/em><\/p>\n<p><img loading=\"lazy\" decoding=\"async\" class=\"alignnone wp-image-952\" src=\"http:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-content\/uploads\/2016\/04\/Gr\u00f3b-Erazma.jpg\" alt=\"Gr\u00f3b Erazma\" width=\"310\" height=\"543\" srcset=\"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-content\/uploads\/2016\/04\/Gr\u00f3b-Erazma.jpg 1172w, https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-content\/uploads\/2016\/04\/Gr\u00f3b-Erazma-171x300.jpg 171w, https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-content\/uploads\/2016\/04\/Gr\u00f3b-Erazma-768x1345.jpg 768w, https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-content\/uploads\/2016\/04\/Gr\u00f3b-Erazma-585x1024.jpg 585w\" sizes=\"auto, (max-width: 310px) 100vw, 310px\" \/><\/p>\n<p>Gr\u00f3b Erazma na Cmentarzu \u0141yczakowskim we Lwowie<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Opracowany przez pra-pra- wnuka Erazma \u2013 (te\u017c Erazma Rozwadowskiego, urodz. w r. 1930) &#8211; na podstawie r\u0119kopisu znajduj\u0105cego si\u0119 w zbiorach Ossolineum we Wroc\u0142awiu (patrz \u201epapiery Rozwadowskich\u201d \u2013 zdeponowane w Ossolineum w r. 1939 we Lwowie \u2013 nr inwentarza 7976,<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":958,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"footnotes":""},"categories":[32],"tags":[],"class_list":["post-949","post","type-post","status-publish","format-standard","has-post-thumbnail","hentry","category-historia-rodziny"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/949","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=949"}],"version-history":[{"count":5,"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/949\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":956,"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/949\/revisions\/956"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/media\/958"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=949"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=949"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/rozwadowski.org\/v2.0.1.2\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=949"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}